Knight Lore czyli nocny street cred

Rozmawiam. Może to jednak za duże słowo. Głównie słucham. Minęło już dobre dziesięć minut, telefon przy uchu zaczyna się grzać, ale bateria świeżo ładowana i powinna wytrzymać. Jakoś nigdy nie byłem w stanie mówić przez telefon i siedzieć jednocześnie, chodzę więc od drzwi do okna robiąc tą samą trasę po raz nasty. Po prawej migota spauzowany Dragon’s Crown, po lewej stygnie kawa. Niech stygnie, zrobię drugą.

– Mam jeszcze jedną rzecz, wie pan, rzadkość, pewnie w Polsce jest kilka sztuk, a może tylko ta jedna. Ale nie naciskam, nie naciskam. Pan tu decyduje. – rozmówca ewidentnie próbuje podkręcić atmosferę. Niepotrzebnie. Jest wystarczająco gorąco.

– Niech pan mówi – mówię trochę zrezygnowanym tonem, bo wiem, że dla własnego zdrowia nie powinienem słuchać.

– Święty Graal, legenda, zna pan Knight Lore?

KL1
Okładka kasety z Knight Lore

Pytanie lekko obraźliwe, ale wiem, że nie taki jest zamiar. Obaj weszliśmy w rolę i jesteśmy na etapie budowania napięcia do wielkiego finału.

– Znam, oczywiście. Ten tytuł też pan ma?

Mam, ale niech pan zrozumie, nie jakiś tam Knight Lore, to jest do dostania nawet na Allegro. Ja mam nówkę, zafoliowaną oryginalnie, nigdy nie otwartą. Rozumie pan? Nówka Knight Lore. Najważniejsza gra na Spectrum!

Teraz chwila przerwy dla wyjaśnienia sytuacji.

Gram od ’83 co oznacza, że w tym roku minęło 30 lat od pierwszego udokumentowanej interakcji z grą video. Być może były wcześniejsze spotkania bliskiego stopnia, nie wiem, nie pamiętam. Wiem tylko, że przeszło 30 lat jestem w trybie „game on” i stan się pogłębia. Robić gry zacząłem pod koniec lat ’90. Kolekcjonować stary sprzęt i retro gry kilka lat później. Oba zajęcia pochłaniają mi masę czasu.

Knight Lore zobaczyłem w roku ’86. Pamiętam doskonale gdzie, u kogo (nie miałem wtedy nawet własnego kalkulatora, nie mówiąc o mikrokomputerze), że było popołudnie, i że ciepło, bo byłem w tenisówkach. Znaczy, wiadomo, zapadło głęboko. Patrzyłem, potem grałem, potem znowu cierpliwie czekałem na swoją kolej patrząc jak zaczarowany w ekran wielkiego, czarno-białego telewizora. Magia.

Od tego momentu datuję swoje świadome granie na ZX Spectrum. Wcześniej po prostu grałem w to co było uruchomione, bez wielkiej uwagi na nazwę, twórców, zresztą mało to kogo wtedy obchodziło. Knight Lore kazał mi się dowiadywać, czytać Bajtka, rozmawiać o grach z innymi chłopakami na placu (a mieliśmy najbardziej odpalony plac w całej Legnicy, szacunek dla ul. Asnyka!).

Uwierzycie, że przez długi czas nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego na zajęciach z j. angielskiego wszyscy używali słowo „knowledge”? Przecież „wiedza” to „lore”, od zawsze tak było!

KL4
Screen z gry

Rozgadałem się, i nie bez przyczyny. Nie byłoby takich wspomnień, gdyby gra była zwyczajna, a Knight Lore zwyczajna nie była i to z wielu powodów.

Wyobraźcie sobie lata ’83 i ’84. Stany próbują się pozbierać po krachu branży. Konsole do gier są „nieopłacalne” i „ryzykowne” biznesowo. Gdzieś po drodze umacnia się C64. Amiga z prototypu konsoli przechodzi metamorfozę w komputer domowy, choć daleko jeszcze do premiery. Gry video znajdują swoją nową przystań i zadomowiają się na mikrokomputerach – łatwo programowalnych, atrakcyjnych cenowo „nie-zabawkach”.

Europa przechodzi ten okres mniej burzliwie, ale równie intensywnie. Nigdy nie było tu szału na Atari 2600 więc nie miało się co załamać, ale brytyjski Sinclair Research Ltd. wypuszcza coraz bardziej atrakcyjne modele komputerów domowych i w końcu każdy przynajmniej słyszy o ZX Spectrum (’82). Anglia staje się zagłębiem produkcji gier na domowe platformy. W ’82 roku powstaje Ashby Computers & Graphics Ltd (późniejsze Rare), które tworzy i publikuje gry pod marką Ultimate Play the Game. W ’84 ta sama firma staje się niekwestionowanym numerem jeden sceny Spectrum, wyznacznikiem totalnej jakości i zabawy. Ultimate ma wiele doskonałych tytułów, ale dopiero wydanie Knight Lore powoduje, że cały świat wariuje na ich punkcie (no, OK, cała Europa, bo US i Japonia żyły innym życiem i mają swoją odrębną historię tamtych lat).

Knight Lore jest grą przygodowo-zręcznościową, trzecią w serii przygód bohatera o imieniu Sabreman. Mamy tu do czynienia z action adventure w pełnej krasie. Jest wyrazisty bohater, z wyglądu typowy angielski badacz z epoki imperium i kolonializmu. Jest motywacja – przekleństwo lykantropii wywołane ugryzieniem Sabrewulfa z pierwszej części serii. Jest cel – otrzymanie lekarstwa od maga Melkiora. Jest wyzwanie – przemierzyć nawiedzone lochy Melkiora w poszukiwaniu składników dekoktu. Jest i twist – w nocy Sabreman zamienia się w wilkołaka co, ogólnie rzecz biorąc, generuje problemy. Kocioł Melkiora jest mało tolerancyjny wobec zmiennokształtnych i strzela do nich magicznymi pociskami. A czas gna – tylko 40 dni i nocy na znalezienie składników i wrzucenie wszystkich do wywaru.

KL5
Mapa opublikowana w Crashu (’85)

W pierwszej połowie lat 80 wystarczało że coś się ruszało na ekranie i już była zabawa. Knight Lore odstawiało konkurencję o kilka długości, miażdżyło klimatem i pobudzało wyobraźnię jak mało który inny tytuł. Co więcej, nie tylko struktura gry: przygoda, elementy logiczne i zręcznościowe (typowe dla platformówek) oraz wyrazista postać stanowiły o sukcesie. Powodem wielkiego WOW była przede wszystkim nowa formuła graficzna – szczegółowy widok w izometrii, z fantastycznie animowanymi postaciami, ruchomymi platformami i losowym umieszczeniem wziątek. No cóż, jak już robić rewolucję to z wykopem.

Krąży anegdota (potwierdzana przez samych założycieli Ultimate), że bracia Stamper kończyli prace nad Knight Lore jeszcze przed ukończeniem Sabrewulfa. „Rynek nie był jeszcze gotowy na tą grę, poza tym mogło to zaważyć na mniejszym sukcesie Sabrewulfa”.  Zagranie ryzykowne i trzeba było mieć charakter, żeby podjąć taką decyzję. Gra wyszła pod koniec roku ’84 i od tego czasu Spectrum zalały mniej lub bardziej udane produkcje wykorzystujące widok izometryczny i rozwiązania z Knight Lore. Ultimate nazwało swój silnik Filmation, wydało jeszcze kilka podobnych gier (Gunfright, Alien 8, Nightshade), a w ślad za nimi podążyli inni deweloperzy (Head Over Heels i Batman od Ocean czy Chimera od Firebird).

Dla mnie pojawienie się Knight Lore było takim samym przełomem jak późniejsza premiera Wolfensteina 3D. Rewolucja dająca graczom niesamowite wrażenia a twórcom solidny powód do wzięcia się za bary z nowo odkrytymi możliwościami.

Wracając do początku, czyli rozmowy telefonicznej – gry nie kupiłem, chociaż powinienem. Propozycja pozostała przez jakiś czas otwarta i może w końcu bym się skusił (mimo zaporowej ceny), gdyby nie inna oferta od innego kolekcjonera dotycząca zupełnie innego tytułu na ZX Spectrum. Ale to już rzecz warta odrębnego wpisu.

PS. W roku ’90, kiedy miałem jeszcze Atari 65XE, bardzo żałowałem, że Knight Lore nie było dostępna na moją platformę. Dzisiaj sytuacja jest znacznie ciekawsza. Nie tylko można pograć w Knight Lore ale też w Head over Heels i Nightshade. Scena atarowska działa!

Reklamy

12 uwag do wpisu “Knight Lore czyli nocny street cred

  1. Cieszę się, że w końcu zdecydowałeś się podzielić swoją pasją z innymi. Pierwsze koty za płoty i stracone dziewictwo za Tobą. Teraz już tylko pozostaje czekać na kolejne, równie wciągające posty.

  2. Korzystając z okazji, że już tu jestem, chciałbym zwrócić uwagę na utrzymaną w podobnej konwencji wizualnej grę Fairlight – strasznie chwaloną w „Crashu”, a także na okładce „Bajtka” (5-6/86). Warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s