Zapomniana sztuka robienia kasy na konwersjach gier arcade czyli Shadow Warriors

Myślałem, że mam niewyczerpalną wyrozumiałość dla starych gier. Im więcej pikseli, buczenia beepera i prymitywnego gameplaya tym lepiej. Jak w reklamie jednego z tych sieciowych optyków, który daje coraz większe zniżki na okulary za każde kolejne 10 lat życia. Z tą różnicą, że moje szkła stają się coraz bardziej różowe. Jednak nawet nostalgia ma granice, o czym przekonałem się, niestety, zeszłej soboty.

Zaczęło się przypadkowo. Odpowietrzałem grzejniki, przegapiłem moment i spieniona woda chlusnęła na upchnięty pod oknem monitor do C64. Nic się wielkiego na szczęście nie stało, drobiazg, ale jak już zacząłem wycierać to przypomniałem sobie, że z tym monitorem nie wszystko było w porządku. Dostałem go w zeszłym roku. Z opisu był „w stanie bardzo dobrym” i faktycznie na wygląd całkiem, całkiem. Tylko ten obraz… Wcześniej nie miałem czasu się nim zająć, a teraz stałem nad nim z mokrą szmatą – widoczny znak, że „czas nadszedł”.

Zmontowanie sprzętu zajęło dłuższą chwilę. Komodę wziąłem z półki. Maszyna jest w częstym użyciu i zawsze mam jeden egzemplarz na wierzchu. Wykopanie kabli kosztowało mnie kilka przekleństw i jednego siniaka. Typowe. Za to sięgając po interfejs do kart CF w oko wpadło mi pudełko z magnetofonem. „A niech tam” – pomyślałem – „Zróbmy to jak należy. W końcu cała zabawa jest w oldschoolu”.

Skoro magnetofon, to i kasety. Wybór padł na Shadow Warriors. Czerwony, lakierowany karton przyciągał wzrok, poza tym lubię ten tytuł. Bardzo mnie cieszy, że seria wciąż jest rozwijana i to z dobrymi efektami. Włączyłem maszynę, wpisałem magiczne LOAD ” ” i poszło.

SW1
Shadow Warriors, kaseta, Commodore 64

Ładowanie gry zabiera trochę czasu, więc parę słów o samym tytule. Shadow Warriors to Ninja Gaiden (‘88) w wersji europejskiej. Ważna gra, jedna z tych ikonicznych. Jeśli myślisz retro, najprawdopodobniej masz właśnie przed oczami scrollowany beat’em up z kolorowymi amerykańskimi ulicami, bandami przepakowanych koksów w sportowych ochraniaczach na twarzach i samotnym ninją stojącym koło budki telefonicznej. Epicki klimat. Za grę odpowiada Tecmo (Arcade, NTSC), ale wersje PAL zostały przygotowane i wydane przez Ocean, którego szczerze nie lubię za zalewanie rynku na cholernie nudnymi klonami scrollowanych platformerów.

Naprawdę nie przepadam za Ocean. Ale uwielbiam Ninja Gaiden. Gra jest doskonałym tytułem arcade; trudnym, działającym na wyobraźnię, z charyzmatycznym bohaterem i rozbudowanym wachlarzem ruchów. W warstwie mechaniki jest bardzo podobna do Renegade i przynajmniej równie dobra. Kiedy w 2004 Team Ninja zrobił remake na Xboxa, szczerze żałowałem, że nie posiadam tego sprzętu. Gdyby PS2 nie miała God of War…

SW3
Ninja Gaiden, arcade

Tak czy owak, gra się w końcu załadowała i od razu szok. Wersja C64 jest okropna! Wiele tytułów wygląda dzisiaj inaczej niż w moich wspomnieniach z lat 80 i 90 ale Shadow Warriors to już gruba przesada. Niesterowalna, niegrywalna, z przypadkowo dobranymi kolorami tworzącymi szaroburą maź na ekranie. Koszmar. Wystarczy spojrzeć na Creatures czy Bubble Dizzy, żeby docenić jak dobrą grafę miał C64. Jakim cudem tutaj jest tak źle?

Część winy zrzucam na politykę Ocean, który był mocno aktywny na przełomie lat 80 i 90. Pamiętam ich za szczególny talent do brutalnego odzierania gier z tożsamości i charakteru. Pech chciał, że mieli też talent do zdobywania dobrych IP. Wydali ogromną liczbę tytułów w oparciu o znane brandy. Chętnie zabierali się też za komputerowe konwersje popularnych gier arcade. W przypadku Shadow Warriors przeszli jednak samych siebie. Szczytem jest instrukcja, wielka jak rolka tapety, w której nie ma ani słowa o tym kto jest bohaterem, po co ten cały ninja płynie do US i kogo ma tam oklepać. Za to wielki czerwony napis na okładce krzyczy „A formidable array of ninjitsu techniques featuring stunning acrobatics”. To ma mnie zachęcić? Serio?

Postanowiłem się zmusić i przejść pierwszy etap. Nie dałem rady. Zobaczcie film powyżej. Mówi wszystko na temat. Próbowałem co prawda ratować sytuację i tamtego wieczoru odpaliłem jeszcze kilka innych gier, w większości całkiem udanych, ale dobry nastrój nie wrócił. Dziękuję ci Ocean!

P.S. Mój Commodore 1802 rzeczywiście nie działa zbyt pięknie – problemy  z kontrastem i jasnością. Ciekawe czy to kwestia jednostkowa, czy ten model po prostu brzydko się starzeje. Trzeba będzie sprawdzić.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Zapomniana sztuka robienia kasy na konwersjach gier arcade czyli Shadow Warriors

  1. „przepakowanych koksów w sportowych ochraniaczach na twarzach” to nie koksy, ale Tengu – demony z japońskiej mitologii. Szerzej o tym poczytasz w książce Grahama Mastertona o tym samym tytule.

    Shadow Warrior miał świetny soundtrack i bardzo dobrą, jak na rok 1988, grafikę. Szczególnie drugi epizod na autostradzie, w którym trzeba było wymijać pędzące samochody. Prawie w 3d:) Gra była wyrazista. Do dziś pamiętam logo „Ninja in USA”. Co do konwersji gier arcade na konsole i komputery domowe – 99% to buble. Pozdrawiam

    1. Trochę przesadziłeś z tym tengu, które pojawiają się o ile dobrze pamiętam dopiero w wersji Sigma na PS3. Chodziło mi o koksów z oryginalnej wersji arcade z 1988, wzorowanych na Jasonie z Piątku 13. Ale to szczegół. Z jednym muszę się zgodzić – konwersje arcade na kompy 8-bit były w większości skokiem na kasę (niestety Shadow Warriors potwierdza ten trend). Konsole miały już trochę więcej szczęścia (albo zdolniejszych programistów) – platformy segi (od 16-bit wzwyż) przeważnie dostawały świetne wersje arcadeowych hitów.

  2. Nie przesadziłem. To Tengu. Ninja Gaiden to gra stworzona przez Japończyków dla Japończyków. Wszystkie postaci wywodzą się z mistycyzmu/historii Japoni. A tam tengu to m.in. nienaturalnie przypakowany „koks” w masce. Chyba nie wierzysz, że Japończycy, i to jeszcze w nerwowych latach ’80, umieścili w swojej grze amerykańską ikonę pop-kultury. W dodatku bez maczety. Zresztą, sam wspominasz, że pojawiły się w części Sigma. Mogły być wcześniej.

    Pierwszą i jedyną udaną konwersją z arcade, na jakąkolwiek platformę, był Mortal Kombat II PC. Jednak nawet tutaj znacznie zmniejszono rozdzielczość i przerobiono muzykę na proste midi. Reszta, to nic nie warte, buble.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s