Defender Of The Crown

Przyznaję, że na wiadomość o pracach nad Defender of the Crown na Intellivision, przemknęło mi przez głowę, że to niezły dowcip i tylko czekać aż ktoś zrobi wersję na Odrę. Szkopuł w tym, że chwilę później przyłapałem się na szukaniu Intellivision na e-bay’u. Co zrobić. Są tytuły na które reaguję jak pies na dzwonek.

Nie mam żadnej kopii Defender of the Crown i bardzo mnie to frustruje. Nie mówię o obrazach dysków i innych tego typu rozwiązaniach, bo grałem chyba we wszystkie wersje z wyłączeniem apple’owskich. Po prostu chcę mieć na półce to wielkie pudło z oryginalnymi dyskietkami i instrukcją, ozdobione jednym z najważniejszych artów w historii. Takie tam niewielkie marzenie kolekcjonera.

df1
Defender of The Crown, okładka pudełka z grą

DOTC jest dla fanów gier pozycją szczególną. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z uproszczoną strategią i faktycznie trudno się tu zachwycać strategiczną warstwą rozgrywki. Defender uderza jednak w zupełnie inne potrzeby. Jest wyjątkowy, ponieważ należy do rzadkiego gatunku gier, które nie eksploatują konkretnego modelu gameplaya ale po prostu kompleksowo realizują dziecięce (w tym przypadku chłopięce) marzenia. I robią to genialnie.

DOTC pozwalał zostać szlachetnym i walecznym rycerzem stojącym przed problemem zjednoczenia rozbitej dwunastowiecznej Anglii. Podatki, walka z rywalami (w turniejach i na polu bitwy), ratowanie dam w niebezpieczeństwie, zakradanie się do zamków, okupy, obleganie warowni – to wszystko mieściło się na dwóch dyskietkach 880kB. Co więcej, było bardzo przystępnie podane, w arcadeowym stylu i z minimalnym interfejsem, niejako wbrew panującym wtedy standardom projektowania UI. Trzeba było mieć niezwykłe wyczucie, żeby stworzyć tak skończone dzieło, szczególnie, że na rynku nie było żadnego wzorca do naśladowania.

def2
Defender of The Crown, wersja Amiga

DOTC powstał w ’86 na Amidze jako pierwszy projekt nowego zespołu o nazwie Master Designer Software, przemianowanego następnie na Cinemaware. Nowa nazwa nie była przypadkowa i miała oddawać filozofię teamu – ambicję robienia gier dających „filmowe” doświadczenia. Rozmach, wartości produkcyjne, sposób prezentacji rozgrywki, animowane wstawki, epicka ścieżka dźwiękowa – nigdy wcześniej nikt nie przedstawił na domowych komputerach czegoś równie niesamowitego. DOTC stał się jednym z powodów, dla których premiera Amigi 500 w ’87 była sukcesem, bo skoro już w dniu premiery były TAKIE tytuły…

Równie fascynujące są kulisy produkcji. Połowa lat 80 to czasy, kiedy utalentowany programista z kolegą o zacięciu rysowniczym byli w stanie stworzyć hit w kilka miesięcy. Cinemaware z założenia zrywał z tym dziedzictwem, nastawiając się na produkcję w zespole specjalistów. Bob Jacob, założyciel firmy postawił na profesjonalny design, storyboardy, talent acquisition i wszystkie te szykany, które definiują współczesną branżę. Jego wizjonerstwo polega nie tylko na wyjściu daleko poza standardy ówczesnych gier ale również na budowaniu zrębów nowoczesnego dewelopmentu. Jest doskonały tekst na ten temat w 118 wydaniu Retrogamera, oraz szalenie interesujący film z cyklu GameStory, gdzie odsyłam po szczegóły.  Warto.

Jak każde przedsięwzięcie budowane od zera, Cinemaware miało sporo kłopotów z produkcją Defender of the Crown. Patrząc na finalny efekt trudno uwierzyć, że w połowie produkcji programiści z pierwszego naboru kompletnie nie dali sobie rady z wyzwaniem. Projekt był zagrożony. Co zrobił Jacob? Zatrudnił samego RJ Micala, twórcę amigowego systemu o nazwie Intuition (Workbench wykorzystuje Intuition do zarządzania oknami i inputem ze strony użytkownika). Przez porównanie do dzisiejszych realiów było to jak zatrudnienie wewnętrznego zespołu Naughty Dog albo Santa Monica. Efekt? Sześć tygodni później kod był ogarnięty a Mical dołożył do tego jeszcze narzędzia do animacji (tweening) i kilka innych przydatnych toolsów. Mical zresztą pozostał w branży i pracuje do dzisiaj mając na koncie współtworzenie systemów do konsol takich Atari Lynx, 3DO, PS3 i Vita.

Chciałem, nieco dla sportu, opisać różnice między wersjami na różne platformy, ale dzisiejszy wpis i tak jest już wystarczająco obszerny. Warto tylko wspomnieć, że wersje późniejsze od amigowej były bardziej rozbudowane. Problemy produkcyjne i konieczność wydania gry na Gwiazdkę ’86 zmusiły Cinemaware do cięć w produkcji. Dopiero wersja na C64 i Atari ST miały opcje zarządzania armią w czasie walki. Amigowcy nie mieli również możliwości używania greckich ogni zamiast standardowych pocisków. Feature podobno był zrobiony, ale nie na tyle, żeby go uruchomić do premiery. Ostatecznie na ekranie widzimy możliwość wyboru i na tym zabawa się kończy.

def3
Defender of The Crown, wersja Commodore 64

Od jakiegoś czasu próbuję odnaleźć dwa materiały na temat gry, które ukazały się w Polsce jeszcze w latach 80 i przyprawiły mnie o duże skoki ciśnienia. Pierwszy z nich to materiał filmowy, prawdopodobnie wiadomość w Dzienniku Telewizyjnym. Pamiętam jak patrzyłem z niedowierzaniem na walczących rycerzy i filmowe sceny uwalniania branki, podczas gdy spiker tłumaczył, że tak wygląda technologia przyszłości. W porównaniu do wszystkiego co miałem okazję zobaczyć wcześniej w grach, rzeczywiście wyglądało to jak fantastyka.

Drugi materiał to opis Defender of the Crown w Młodym Techniku. Pismo czytałem regularnie i nie przeszkadzało mi, że mało rozumiałem. Za bardzo fascynowały mnie nowe technologie. Opis gry był krótki i subiektywny. Był to właściwie mój pierwszy kontakt DOTC i do dzisiaj oburza mnie opinia pana redaktora, że gra mogłaby być lepsza. Jak mogło być cokolwiek lepszego, skoro nie widząc gry i będąc jedynie pod wpływem opisu uznałem, że tak właśnie musi wyglądać gra idealna? Co więcej, dopiero dwa lata później miałem okazję zagrać na C64 i muszę przyznać, że to co zobaczyłem daleko wykraczało poza moje skromne marzenia.

Nie ma co ukrywać – DOTC jest bardzo ważnym dla mnie tytułem i wcale mi nie przeszkadza, że podchodzę do niego co najmniej emocjonalnie.

Za informację na temat obu materiałów: skany, nagrania, nawet tylko rok publikacji będę ogromnie wdzięczny. Google okazało się niezbyt pomocne, więc liczę na dobrą pamięć innych. Byłoby genialnie, gdyby udało się też odnaleźć materiały drukowane z plakatem (reprint genialnej okładki). Wiem że były, bo miałem i zepsułem. Do dzisiaj mam do siebie o to żal.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Defender Of The Crown

      1. Nie sądzę, w odróżnieniu od Sondy, Spektrum (nie Spectrum) na YT raczej nie ma.
        Pamiętam, że oglądałem to na czarno-białym TV 🙂 Na początku segmentu była plansza „Obrońca korony”. Rok gdzieś 1986-88. Nie mam pojęcia, z jakiego komputera wersja poleciała, jak dla mnie to było jak film 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s