Bohater lat 90 był żabą

Amiga stała platformówkami. W najlepszych latach ’91 – ‘93 nie było miesiąca, żeby na rynku nie pojawił się nowy, solidny platformer. Pomimo wielkiej konkurencji, jedna gra zebrała wszystkie laury i ustanowiła niedościgły standard. Był nią Super Frog. W czasie życia Amigi nie powstało nic lepszego.

To właściwie mógłby być koniec historii. Super Frog jest najlepszym amigowym platformerem. Byłby też najlepszą grą Team-17 gdyby nie późniejsze nieco Worms, chociaż to porównanie jest poniekąd nie fair. Worms nie jest grą – jest zjawiskiem kulturowym takim jak Tetris czy Angry Birds. Spodziewam się, że za 30 lat robaki będą tak samo popularne jak w czasie ostatnich dwóch dekad.

sf3
Superfrog, plansza tytułowa

Nie tylko ja stawiam dzieło Team-17 na piedestale. Każde poważne zestawienie amigowych hitów zawiera żabę jeśli nie w pierwszej dziesiątce to na pewno pierwszej pięćdziesiątce najlepszych tytułów. Retrogamer (nr 38) twierdzi wręcz, że Super Frog był tym dla Amigi czym Mario dla konsol Nintendo i Sonic dla Segi. To odważne stwierdzenie jest miłe mojemu sercu i naprawdę chciałbym, żeby tak było. Niestety, jest to również dość oczywista nieprawda.

Ktoś się oburzył na to ostatnie zdanie? Wyciągamy narzędzia tortur z pawlacza? Proszę bardzo, prawidłowa reakcja. Mam zresztą zamiar wytłumaczyć się z moich poglądów. Zanim jednak do tego dojdzie – przypomnę kilka znanych (i kilka mniej znanych) faktów o Super Frogu.

Gra została wydana w roku 1993. Deweloper, angielskie studio Team-17, od kilku lat skutecznie budował reputację wśród amigowców aby stać się kluczowym dostawcą ekskluzywnego softu na platformę Commodore. Jednak premiera Super Froga przeszła bez większego echa. Być może nikt się nie spodziewał, że twórcy dość „dorosłych” tytułów (Alien Breed, Project X) zaserwują kolorową bajkę o księciu zamienionym w żabę.

sf7
Superfrog, gameplay, pierwszy etap

To brutalne, ale na grę nikt nie czekał i musiała radzić sobie sama. Szło jej zresztą całkiem nieźle. Team-17 zadbał, żeby żaba miała wszystko co potrzeba: świetną grafikę, doskonałą animację i udźwiękowienie. Odpowiedzialny za muzykę Allister Brimble przeszedł samego siebie i stworzył urokliwy, skoczny kawałek idealnie pasujący do całości projektu. Muzyka zapadała w ucho i tworzyła klimat radosnej, nieskrępowanej zabawy.

W amigowej historii Team-17 nie było chyba drugiego tak udźwiękowionego tytułu. Każdy z 6 światów w Super Frogu ma oddzielną ścieżkę muzyczną a każdy kawałek to małe arcydzieło. Sound FXy również nie mają sobie równych – czyste, idealnie spasowane, podkreślające akcję na ekranie na równi z dynamiczną animacją. Brimble był i jest moim numerem 1 jeśli chodzi o muzykę do amigowych gier, a Super Frog to jego opus magnum.

Drugim filarem sukcesu przygód zaczarowanego księcia jest fantastyczne intro. Śmieszna, świetnie wykonana animacja nie jest dziełem Team-17 i została przygotowana przez Ericha Schwarza, zajmującego się wyłącznie tego typu zleceniami. Podobno stworzenie samej animacji okazało się banalne w porównaniu do wyzwania jakim było upchnięcie całości na jednej dyskietce 880kB.

sf4
Superfrog, intro

Wreszcie sedno całego projektu – gameplay. Powszechnie uważa się, że Super Frog wziął to co najlepsze od Maria (zasady przechodzenia między planszami, swoboda poruszania w momencie skoku, precyzja sterowania i ukryte miejsca) oraz Sonica (szybkość akcji, dynamiczne zmiany tempa i typowy dla Segi design lokacji pozwalający na zatraceniu się w szybkości i osiągnięciu wrażenia tripu [After Burner]). Frog ma to wszystko, ale ma też dwa dodatkowe elementy, o których zazwyczaj się zapomina.

Pierwszy z nich dotyczy sposobu w jaki łączone są elementy szybkiego, wariackiego biegu z precyzyjnym skakaniem po platformach. Pozornie dwa kłócące się ze sobą modele pogodzono dodatkową funkcją w postaci latania. Żaba ubrana w płaszcz może przez chwilę unosić się w powietrzu (funkcja jest mocno skillowa i wymaga odpowiedniego timingu jak w Flappy Bird). Gracz może skontrować każdą niedoskonałość skoku czy nadmierną prędkość i wyjść cało z dowolnej opresji. Nie jest to może bardzo łatwe ale na pewno szalenie nagradzające i dodające głębi na miarę Super Mario 3.

sf1
Superfrog, gameplay, trzeci etap

Druga sprawa to poślizg. Żaba, podobnie jak Mario, jest bezwładna i nie zatrzyma się w miejscu w chwili puszczenia joysticka. Niedawno miałem okazję przeczytać znakomity artykuł na temat projektowania zabawy w grach. Artykuł był stricte teoretyczny ale autor powoływał się na bardzo konkretne przykłady. Ślizg w Mario miał według niego stanowić funkcję niepewności w skądinąd precyzyjnie kontrolowanym środowisku. Bez tej niepewności nie byłoby miejsca na ekscytację i poczucie masterowania. Tak czy owak, w Super Frogu ta formuła sprawdza się znakomicie.

Projekt Team-17 jest też przykładem gry z product placementem, gdzie umieszczenie reklamowanego produktu zupełnie nie przeszkadza, a wręcz buduje całą historię. Czy wiecie, że na początku Super Frog miał zawdzięczać swoje super moce piwu Newcastle Brown Ale? Z alkoholu zrezygnowano, bo nie układały się negocjacje. Gdy w miejsce browaru  pojawił się SmithKline Beecham (obecnie GlaxoSmithKline), szybko podpisano kontrakt na ich kolorową energetyczną wodę – Lucozadę. Żaba wybrała trzeźwość i fitness.

sf2
Superfrog, gameplay, bonusowy etap Project F będący tribute dla innej gry Team-17: Project X

Podsumowując, Super Frog miał wszystko co potrzeba, żeby stać się hitem. Dający się lubić bohater, zabawny pomocnik w postaci Spuda (zielonego bloba), świetny gameplay i muzyka oraz nie mające konkurencji projekty poziomów (no może poza Turricanem). Przede wszystkim zaś wyjątkowość i fantastyczne uczucie zatracenia w zabawie, która doskonale balansowała pomiędzy wyzwaniem a prostotą.

Super Frog miał wszystko i faktycznie na koniec zyskał status produkcji kultowej. Ale od kultu do pozycji jaką osiągnęły Mario i Sonic droga daleka. Wyjaśnię teraz dlaczego nie traktuję tych gier na równi:

  • Super Frog nie stał się fenomenem kulturowym. Był grą i poza środowiskiem growym nikt o nim nie słyszał. Nawet smutnej maskotki się nie doczekał.
  • Super Frog był pojedynczym produktem. Nigdy nie doczekał się sequela (świadomie pominę remake na Vitę). Przyszedł i zniknął w pomroce dziejów.
  • Super Frog nie był system-sellerem. Sprzedaż Amig nie wzrosła o jotę po pojawieniu się gry na rynku. Sama sprzedaż gry też nie była nadzwyczajna.

Szkoda, że Super Frog przepadł jako brand. Próby odgrzania mające miejsce w ostatnich latach uważam za nietrafione. Zresztą, za późno na platformery. W obecnej epoce tylko Wielkie N i Ubi wiedzą jak sprzedawać ten gatunek a tylko N wie jak na tym dobrze zarobić. Jako wielki fan ubolewam nad stratą i pozostaje mi zachęcać do zagrania w oryginalną żabę – na Amidze z porządnym joystickiem na mikrostykach. To nie jest nawet zaproszenie do retrogrania. Super Frog po prostu się nie starzeje.

Na koniec, jak to mam w zwyczaju, krótka historia mówiąca nieco więcej o moim stosunku do Super Froga. Pod koniec lat 90 wybrałem się na wyprawę stopem po Anglii – maksymalnie intensywne dwa tygodnie, również jeśli chodzi o zdobycze retro-growe. Z wycieczki przywiozłem o połowę mniej ciuchów niż zabrałem. Ich miejsce w plecaku wypełniały pudełka z grami, ZX Spectrum z drukarką oraz 2 kolorowe butelki Lucozade. Fabrycznie zamknięte butelki przechowywałem wraz z innymi skarbami dobre kilka lat zanim przeprowadziłem się na stałe do Wrocławia.

Do dzisiaj nie wiem jak ten napój smakuje.

sf6
Lucozade, energetyzujący napój umieszczony w Superfrogu jako regenerator życia

P.S. Żaba miała na początku nazywać się Chuck. Ktoś kojarzy inną amigową grę platformową z bohaterem o takim samym imieniu?

P.S.2. Jeśli komuś mało, tutaj jest więcej żaby od Erica Schwartza. Wszystko animowane na Amidze.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Bohater lat 90 był żabą

  1. Amiga…Bez dwóch zdań najlepszy komputer w dziejach informatyki !
    Wspaniała grafika i dźwięk.
    Wbudowana stacja dysków.
    wiele znakomitych gier które pozostają w pamięci gracza.
    Cóż chcieć więcej ???
    Nie wiem jak to się stało ale …sprzedałem Amigę…:(
    Do dziś żałuje.
    Sprzedałem Amigę w stanie idealnym bo przesiadałem się na …PC
    Największy błąd mojego zycia….:(
    Superfrog – gra niby dla dzieci ale pogrywali w nią dorośli.
    To była właśnie magia gier.
    Wspaniała grafika i dźwięk, wiele ukrytych miejsc.
    Grało się w to do ciemnej nocy.
    Superfrog i James Pond – dwie podobne gry mające wspaniały klimat.
    Zajmowały jedną czy dwie dyskietki.
    Magia…normalnie magia….!
    Skoro dorosły człowiek zachwyca się grą dla dzieci to musi być coś…!
    I było…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s