For your ears only: David Whittaker

Mam wrażenie, że w drugiej połowie lat 90 muzyka w grach przestała budzić emocje. Paradoksalnie stało się to wtedy, gdy soundtracki z gier przedarły się do kultury popularnej a nawet pojawiły się nawet w świadomości postkolonialnego Europejczyka. Przypomnę tylko dla porządku, że muzyka z Wipeout (Sony PSX, Psygnosis, 1995) była wydana w Polsce i świetnie się sprzedawała w Empikach jako elektronika (którą de facto była, ale mało kto kojarzył źródło).

DW3
Wipeout, Soundtrack

Przy wysokich walorach produkcyjnych gier ery 3D, muzyka przestała być równorzędnym partnerem dla warstwy wizualnej. Szybko przyzwyczailiśmy się do voice-overów i jakości dźwięku na poziomie CD. Wyobraźnię zawładnęły marzenia o płynniejszej animacji, mo-cap’ie i grafice 3D wyższej rozdzielczości. O ile na tym polu wyścig dopiero się rozpoczynał, o tyle jakość dźwięku osiągnęła wysoki, zadowalający poziom. Emocje zniknęły.

Piszę o tym wszystkim, bo wraz z nadejściem dźwięku Hi-Fi w grach pożegnaliśmy się z pewną epoką, a co za tym idzie z ludźmi tworzącymi jej charakter i tożsamość. W latach 80 do pewnego rytuału należało uruchamianie gier tylko dla muzyki. Nazwiska takie jak Hubbard, Daglish, Whittaker, Gilmore, Brimble sprzedawały gry równie skutecznie jak reputacja dewelopera. Już o tym pisałem wcześniej, ale muzyka komputerów 8 i 16 bit była standardem samym w sobie. Chcieliśmy słyszeć jak nasze maszyny grają coraz lepiej. W czasach, gdy ekscytowanie się grami video było jawną demonstracją uczestnictwa w elitarnej sub-kulturze, świadomość muzyki z gier stawiała jeszcze wyżej w hierarchii. Obcy tego nie rozumieli; swoi (czyli inni gracze) – wiadomo… szacunek.

Znajomość nazwisk muzyków była czymś ważnym, bo i muzyka była ważna. Czasem stanowiła jedyną wartość niezbyt udanej gry, którą i tak musiałeś mieć w kolekcji właśnie dla tracka. Jednak z biegiem czasu stare nazwiska straciły moc, nowe zaś nie miały okazji wyjść z cienia. Jednym z tych prastarych gigantów, który zszedł do Tartaru celebryckiego niebytu jest bohater dzisiejszej opowieści. Nieznany zupełnie nowym pokoleniom graczy, uczestniczy obecnie w projektach, z których najskromniejszy sprzedaje się lepiej niż cały jego 8-bitowy dorobek. A jest to dorobek imponujący. Panie i panowie. Światła na Davida Whittakera!

DW1
David Whittaker

O Whittakerze przeczytałem w Bajtku. Nie pamiętam roku wydania; na pewno końcówka lat 80. Artykuł był krótki i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ani jednego słowa o grach, ani drobnej nawet wzmianki o hardware. Ot, kilka zdań o człowieku, którego podziwia cały grający świat. Nie wiem czy to podziwianie całego świata tak mnie zastanowiło, czy też uległem potrzebie posiadania idola. Wiem za to, że wryło mi się w pamięć zdjęcie chudego gościa pochylonego nad keyboardem (fotka rozpikselowana i wyprana jak z brukowca) i te zaskakujące słowa uwielbienia. To było coś nowego.

Patrząc z dystansu, był to pierwszy mój kontakt z plotkarskim artykułem o celebrycie. I to do razu w grach! Pamiętam, że męczyły mnie pytania, kto to jest? Czemu jest taki ważny? Dlaczego dopiero teraz się dowiaduję? Chciałem wiedzieć więcej.

Może gdybym mieszkał w Anglii i czytał Zzap’a albo Crasha, byłbym bardziej świadomy, a tak dopiero wiele lat później dotarłem do poszukiwanych informacji.  Nie będę ukrywał, że nieco się zawiodłem. Whittaker nie lubi o sobie opowiadać. Unika wywiadów, a gdy ktoś go w końcu dopadnie – cedzi słowa jakby były z drutu kolczastego. Jak na kogoś, kto pracował przy dźwięku do ponad połowy tysiąca (sic!) gier, facet jest niepoprawnie skromny.

David Whittaker urodził się w 1957 w Anglii. Zaczynał jako programista. W 1984 samodzielnie oprogramował Lazy Jonesa, będącego interesującą i całkiem oryginalną kompilacją kilkunastu mini-gier. Wkrótce porzucił kodowanie i skoncentrował się na tworzeniu muzyki. Był zdolny, rozumiał technologię lepiej niż inni, a branża potrzebowała takich ludzi. Zlecenia zaczęły płynąć szerokim strumieniem. Jak głosi plotka, każdy wydawca w Anglii chciał muzykę od Whittakera. Porównując do dzisiejszych realiów, wyobraźmy sobie, że Activision, EA, Ubi i Take2 zamawiają udźwiękowienie swoich najważniejszych tytułów u jednej osoby. Sytuacja nie do ogarnięcia. Whittaker też nie ogarniał; pracy było za dużo.

Lazy Jones, C64, pomysł i wykonanie Davida Whittakera

Być może to kwestia charakteru, a może działała magia niefrasobliwych i mało merkantylnych początków branży gier, tak czy owak Whittaker chętnie dzielił się zleceniami z innymi muzykami. Wtedy prawdopodobnie zawiązała się długotrwała znajomość z Hubbardem i Daglishem. Podobnie rzecz miała się z programami narzędziowymi i rozwiązaniami technicznymi stosowanymi przez Whittakera. Użyczał ich nie tylko bliskim znajomym, ale też zupełnie obcym programistom. Nie zmienia to jednak faktu, że na samym tylko C64, jego muzyka znajduje się w kilkuset grach. Inne platformy, w tym Amiga, NES, Atari (małe i duże) a także późniejsze konsole również posiadają bogatą bibliotekę produkcji z jego udźwiękowieniem. Zainteresowanych szczegółową listą odsyłam w to miejsce.

Whittaker miał niesamowite szczęście przy zmianie platformy z 8 na 16 bit. Większość staroszkolnych twórców zakończyła wtedy karierę nie potrafiąc dostosować się do wymogów epoki. Whittaker dostał jednak w swoje ręce projekt o nazwie Shadow of the Beast (Psygnosis, Reflections). Wytyczne były jasne – muzyka i dźwięk mają olśniewać i pokazać na co stać Amigę. Jak kazano, tak zrobił. W 1989 na rynku ukazała się gra, która wyznaczyła nowy kierunek w jakości na komputery 16 bit. Grafika, rozwiązania techniczne, jakość dźwięku i muzyki przyćmiły konkurencję i wyraźnie pokazały, że 8-bitowce są przeszłością.

DW5
Shadow of the Beast, art z gry oraz front pudełka

Whittaker dużo pisał na Amigę. Jak przyznaje w wywiadach, była to jego ulubiona platforma. Przez kilka lat tworzył dla topowych wydawców, między innymi Psygnosis i Elite. W połowie lat 90 przeprowadził się za namową Roba Hubbarda do US, gdzie kontynuował karierę w Electronic Arts. W czasie 8 lat pracy dla największego amerykańskiego wydawcy systematycznie zmieniał się zakres jego obowiązków. Porzucił komponowanie na rzecz nadzoru technicznego nad dźwiękiem i przygotowania voice-overów. Był odpowiedzialny za Madden NFL i Tiger Woods – wielkie blockbustery sprzedające się w milionach kopii. Skala projektów nie szła jednak w parze z popularnością. Era romantycznych bohaterów się skończyła. Pozostali jedynie rzemieślnicy – tryby wielkich korporacji.

Przy całym swoim romantycznym wizerunku, Whittaker miał jednak zdrowe wyczucie koniunktury. Po powrocie do Anglii w 2004 zatrudnił się w Traveller’s Tales. Możecie nie kojarzyć nazwy, bo mało dbają o popularność, ale na pewno znacie Sonic 3D na Megadrive, Sonic R na Segę Saturn czy serię LEGO: Batman, Indiana Jones, Harry Potter. Być może macie je nawet na półce. Przy całej klockowej serii, Whittaker pełni funkcję Head of Audio. Musze przyznać, że to piękna kontynuacja trwającej już 30 lat kariery.

Zastanawiający jest również stosunek Whittakera do Roba Hubbarda – kumpla, rywala, w końcu przełożonego w EA. Przy okazji różnych wywiadów, kiedy pada stwierdzenie, że Whittaker jest numerem jeden wśród muzyków epoki 8-bit (a pada regularnie), ten natychmiast prostuje, że jedyną osobą której należy się ten tytuł jest Hubbard i nic nie może się równać z jego trackiem do komputerowej wersji Commando. Kokieteria? U weterana z takim stażem?

Na koniec muszę się do czegoś przyznać. Nie przepadam za utworami Davida Whittakera. Nawet epickie udźwiękowienie Shadow of the Beast podoba mi się mniej niż muzyka do obu kontynuacji (autorstwa Tima Wrighta). Nie zmienia to jednak faktu, że jest to pierwsze nazwisko, które znałem dlatego, że warto było je znać. Zresztą sama postać Whittakera jest szalenie inspirujaca. Zobaczcie koniecznie film powyżej. Ten facet ma tam 50 lat a energią i luzem zawstydza nastolatków. Jest dzieckiem branży i jej ikoną. Szkoda tylko, że dawno nie restaurowaną i upchniętą w kąt muzeum.

Zwyczajowo zamieszczam materiał do oglądnięcia i posłuchania. Warto zobaczyć wszystkie filmy, bo to kamienie milowe rozwoju gier na domowe komputery, w większości zresztą mocno grywalne i znakomicie wykonane. Polecam.

Atari XL/XE: Panther

Bardzo zapamiętywalna muzyka, jedna z TYCH na małe Atari. W warstwie gameplaya, skrzyżowanie Choplifter (ratowanie ludzi) i Zaxxon (izometryczny shmup). Pomysł świetnie się przyjął, zwłaszcza na atarynkę, gdzie w roku 1986 odczuwalny był już spadek zainteresowania deweloperów programowaniem na tę platformę.

Atari XL/XE: Amaurote

Klimatyczna ścieżka dźwiękowa do jednej z lepiej wyglądających gier na małe Atari. Również Mastertronic, rok 1987.

Commodore 64: Wrath of the Demon

Spektakularna gra fantasy, wydana przez Readysoft w 1991. Moc C64 wykorzystano bardzo optymalnie i całość naprawdę robi świetne wrażenie. Zresztą czego innego oczekiwać od twórców Dragon’s Lair. Co prawda, obiegowa opinia jest taka, że Wrath nie jest zbyt grywalny, ale warto dać grze szansę. Mnie swego czasu urzekła.

Commodore 64: Feud

Dwóch braci walczy na śmierć i życie w pojedynku na magię. Bardzo pomysłowa i świetnie wykonana gra akcji z elementami przetwarzania surowców i skillowego rzucania czarów. Muzyka – jak na Whittakera – z najwyższej półki.

Amiga: Shadow of the Beast

O grze pisałem wyżej, ale i tak mam zamiar poświęcić jej odrębny wpis. Klasyk i kamień milowy transformacji gier z 8 na 16 bitów. Muzyka doskonale komponuje się z niesamowitym, mocno niepokojącym światem. Na szczególną uwagę zasługuje jakość dźwięku, deklasująca całą ówczesną konkurencję.

Amiga: Dogs of War

Rambo, Commando, Who Dares Wins 2, Ikari Warriors, można tak w nieskończoność. Dogs of War różni się od poprzedników zgrabnie wkomponowanymi elementami zarządzania zasobami (zarabianie, kupowanie i używanie różnorodnej broni). Z całej serii gier typu run and gun, z których słynęło Elite, Dogs of War jest dla mnie bezapelacyjnym numerem jeden. I ten multiplayer…

Amiga: Gunship 2000

Dnia by nie starczyło, żeby zamieścić wszystkie tytuły przy których pracował Whittaker. Na koniec zostawiłem sobie opus magnum amigowego symulowania lotu. Gunship 2000 wyglądał świetnie, chodził płynnie i grało się w niego rewelacyjnie. Hit MicroProse w najlepszym wydaniu.

P.S. Pytanie do specjalistów od polskiej prasy growej: kiedy i gdzie ukazały się materiały na temat Davida Whittakera? Pomóżcie. Sam tego nie znajdę.

Reklamy

7 uwag do wpisu “For your ears only: David Whittaker

  1. „P.S. Pytanie do specjalistów od polskiej prasy growej: kiedy i gdzie ukazały się materiały na temat Davida Whittakera? Pomóżcie. Sam tego nie znajdę.”

    Mam ten co wspominałeś, Bajtek 12/89, str. 4. Więcej nie znam/nie pamiętam.

    http://www.atarionline.pl/biblioteka/czasopisma/Bajtek/Bajtek_1989_12.djvu

    Dla Whittakera czuję uwielbienie właśnie po Amaurote czy Feud. Co do Amaurote, na YT właśnie ciężką znaleźć ten najważniejszy fragment, z menu, bo szybko przeskakuje do gry, gdzie jest ścieżka niepokojąca, ale nużąca. Poniższy remix oddaje sedno kawałka z menu:

    [audio src="http://remix.kwed.org/files/RKOfiles/Martin%20Dodd%20-%20Amaurote%20(Ready%20For%20Action%202010%20remix).mp3" /]

    Natomiast z tym zgadzam się z Tobą w pełni – Tima Wright przebił go wielokrotnie w Shadow of the Beast II (cudowna muza).

    1. Wiedziałem, że ktoś będzie pamiętał! Dzięki. A co do muzy z Amaurote i Feuda – bardzo lubię. Mam gdzieś oryginalnego Feuda na C64 nawet z racji sentymentu dla gry i muzy, ale wolałbym wersję Atari. Grafa gorsza, ale muza bardziej mi się podoba.

  2. Pamiętam, artykuł ukazał się w którymś z Bajtków pod koniec lat 80.
    Pamiętam też czarno-białe zdjęcie- Whittaker ze słuchawkami przy sentyzatorze (KORG zdaje się)…
    Wspomnienia mam podobne jak autor tekstu, Whittaker był w Bajtku przedstawiony jako absolutny NR 1!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s