Biegając w slipach po cmentarzu

Uzależniłem się. Od tygodnia gram w Ghosts’n Goblins.

Zaczęło się niewinnie. Wspominaliśmy ze znajomym pierwsze wrażenia z Demon Souls i nasze zdziwienie, że taka trudna, ale przecież taka wciągająca. Że jak to możliwe, że potykamy się co chwilę a jednak wstajemy i chcemy iść dalej. Pogadaliśmy sobie, pograliśmy, a mi przyszło do głowy, że dawno nie uruchamiałem G’n G. Niby impuls taki, pozornie nie związany, ale jakże na miejscu! Wróciłem do domu, odpaliłem MAME i, co tu dużo ukrywać, wpadłem w sidła własnej ciekawości.

gg2
Ghosts’n Goblins, pudełko wersji NES

Nie jestem za dobry w Ghosts’n Goblins. Cały tydzień pracy a mój najlepszy wynik to drugi poziom. Kiedyś, jeszcze niecałe 15 lat temu, potrafiłem grać w większym skupieniu – wpaść w stan hipnozy, totalnego flow, gdzie czas zwalniał a każdy ruch rywalizował na precyzję z atomowym zegarem. Pamiętam, że tak właśnie przechodziłem Afterburnera i kilka innych, ultratrudnych gier na automatach ustawionych w legendarnym dziś salonie na wrocławskim dworcu PKP. Salonu już nie ma, pożegnałem się też z ową mistyczną umiejętnością medytacyjnego skupienia. Za obie straty oskarżam konsole. Nie bez winy jest też rynkowy trend ułatwiania rozgrywki i neurotycznego trzymania gracza za rączkę.

Nie wiem kiedy dałem się za tą rączkę schwytać i zaprowadzić do miejsca gdzie hardcoreowe umiejętności umierają z niedożywienia. Nie będę nawet odrobinę złośliwy, jeśli stwierdzę, że jakość wyzwań w grach arcade mocno się ostatnio skundliła. Zadania pokroju szukania stu ptasich piór umieszczonych w najbardziej kretyńskich miejscach w wirtualnym mieście należą moim skromnym zdaniem do etosu miejskich służb utrzymania czystości, ale co mają wspólnego z bohaterem w trakcie epickiej przygody? (kto grał aktywnie ostatnie kilka lat, ten wie do czego piję). Demon’s Souls i Ghosts’n Goblins rozumieją moje potrzeby znacznie lepiej, z czego ta druga zaspokaja je efektywniej – bo prościej i szybciej.

gggameplay
Ghosts’n Goblins, pierwszy poziom, wersja Arcade

Wracając do lat 80, Capcom zdecydowanie wiedział co robi, zatrudniając Tokuro Fujiwarę na stanowisku General Managera w Capcom Console Games Division. Projektantowi G’n’G zajęło niewiele czasu, aby stać się jedną z kluczowych osób w dziale produkcji Capsule Computers (Capcom to skrót; pełna nazwa była w powszechnym użytku jeszcze w ‘86). Fujiwara zasłynął z produkcji takich serii jak Megaman i Final Fight oraz hitów pokroju Pooyan i Commando – szalenie trudnych, arcadeowych klasyków dla ludzi bez kompleksów na tle zdolności manualnych. Brał też udział w realizacji kilkudziesięciu innych prestiżowych projektów. Niemniej to właśnie seria Ghosts’n Goblins jest uważana za najbardziej klasyczną a równocześnie najbardziej bezwzględną i niewybaczającą w jego dorobku.

Kiedy w ’85 w salonach pojawił się Ghosts’n Goblins, statystyczny poziom śmiertelności w grach wzrósł jak nie przymierzając podczas solidnej epidemii dżumy. Nikt z nas jednak nie miał wątpliwości, że śmierć była wynikiem braku opanowania i umiejętności, a frustracja oznaczała jedynie dodatkową emocję trzymającą przy maszynie. W moim przypadku była to co prawda choroba z opóźnieniem. Mieszkałem wtedy w Legnicy, gdzie automat z grą Capcomu pojawił się trzy lata po japońskiej premierze. W tamtych czasach nie miało to jednak wielkiego znaczenia. Jeszcze w połowie kolejnej dekady trudno było o lepszą rozrywkę.

ggspecokladka
Ghosts’n Goblins, splashscreen, wersja ZX Spectrum

G’n G jest bardzo specyficzną produkcją. Przyjmuje się, że jest to platformer, chociaż gameplay zdecydowanie skręca w kierunku shoot’em’up (co było genialnym posunięciem projektowym). Klimat fantasy horroru też nie jest czysty, bo gęsto przetykany elementami komedii i pastiszu. Najbardziej jednak niepokojący jest wydźwięk niektórych scen, zwłaszcza intra. Głównego bohatera – Sir Artura, spotykamy podczas schadzki z księżniczką Prin-Prin. Schadzka, można się domyślić, odbywa się na cmentarzu; niekompletność stroju rycerza wskazuje na wyrafinowane upodobania, ewentualnie upalną noc, lub wcześniejszą przypadkową kąpiel i konieczność suszenia ubrania au naturel. Księżniczce najwidoczniej to nie przeszkadza, bo siedzi obok ukontentowana. Gdyby nie nagłe pojawienie się demona, kto wie do czego by doszło. Porwanie towarzyszki nie wpływa zresztą jakoś zauważalnie na pasję Sir Artura do biegania w samych slipach po nawiedzonych miejscach pełnych krzyży i nagrobków.

Intrygująca konwencja, doskonała grafika, animacja płynna do bólu i fantastyczna ścieżka dźwiękowa powodowała, że w czasach licealnych często wymykałem się na przerwach do pobliskiej cukierni, której właściciel wpadł na szalony pomysł zamontowania automatu z Ghostami. Może wpłynął na jego decyzję sukces salonu z pobliskiego dworca, a może faktycznie miał grającą klientelę, osobiście jednak nigdy nie spotkałem konkurencji i zawsze miałem maszynę do własnej dyspozycji.

ggPSP
Ultimate Ghosts’n Goblins, PSP

Później grałem już tylko w wersje na komputerach domowych. W ’86 Ghosts’n Goblins zostało sportowane na prawie wszystkie platformy (sorry Atari XL, o rok przynajmniej za późno, żeby ktoś Cię rozważył w planach wydawniczych). Z wielkiej trójcy 8-bit każdy port miał swoje zalety i odrobinę wad. C-64 jak zwykle mogło czuć się zwycięzcą – płynny gameplay i doskonała muzyka (kosztem usunięcia kilku leveli) sprawiały, że grało się dynamicznie i gra wciągała na długo. Spectrum, mimo jeszcze większych ograniczeń doczekał się równie atrakcyjnego portu. Najgorzej było z Amstradem – kto może niech sam sprawdzi jak wiele zależy od motywacji deweloperów. Mimo znacznie lepszych możliwości sprzętowych, wersja na CPC obrażała na każdym kroku i kazała się zastanowić czy pod klawiaturą Amki nie siedzą przypadkiem bebechy z Atari 2600.

Podsumowując krótko, Ghosts’n Goblins warto znać z trzech powodów. Po pierwsze to jedna z najtrudniejszych gier wydanych w mainstreamie. Po drugie, jest przykładem produkcji, które uważam za idealne. Oznacza to, że ani walory produkcyjne ani rozwiązania gameplaya nie straciły na atrakcyjności wraz z upływem czasu i gra jest równie dobra dzisiaj jak 30 lat temu. Po trzecie, G’n G dało początek fantastycznej serii głównej (Ghouls’n Ghosts, Super Ghouls ‚n Ghosts, Ultimate Ghosts ‚n Goblins) oraz spin’offów: tego oficjalnego – znakomitego Gargoyle Questa oraz nieoficjalnego w postaci jeszcze bardziej niesamowitego Maximo, o którym na pewno nie raz napiszę.

Dla mnie jednak, jako projektanta, najbardziej intrygująco przedstawia się konstrukcja rozgrywki, w szczególności balansu i dynamiki. Nie przypadkowo zacząłem dzisiejszy wpis od wspomnienia Demon’s Souls. Obie gry łączy dość rzadka cecha – kompulsywny gameplay zmuszający do nieustannego ponawiania prób mimo ciągłych porażek. Rozpatrując G’n G przez pryzmat teorii flow Csikszentmihalyi’ego, oraz jej rozwinięcia w kontekście dynamiki zabawy, można powiedzieć, że gra Capcomu dostarcza takiego poziomu wyzwań, który jest absorbujący i uzależniający pomimo nierealistycznie niskiej szansy otrzymania nagrody. Przyjemność grania jest ważniejsza niż przyjemność osiągania sukcesów. Wiąże się to z jednoczesnym poczuciem, iż z każdym podejściem stajemy się coraz lepsi, nawet jeśli nie ma to przełożenia na wyniki. To nieco szalone, ale każda próba jest nagrodą i za każdym razem wydaje nam się, że wreszcie się uda. Magia.

ggred
Demon’s Crest, gra o przygodach Firebranda, SNES

P.S. Jak na prostego shoot’em’upa, G’n G zaskakująco dobrze poradziło sobie z wykreowaniem rozpoznawalnych celebrytów. Sir Artur pojawił się wielokrotnie w innych grach, między innymi w Marvel vs. Capcom 3: Fate of Two Worlds. Ulubioną postacią graczy stał się jednak nie główny bohater a jego pierwszy poważny przeciwnik – gargulec o imieniu Red Arremer (lub Firebrand), który otrzymał aż trzy doskonałe gry na platformach Nintendo oraz okazję do wystąpienia jako ukryty boss w SVC Chaos: SNK vs. Capcom.

Na koniec zapraszam do odwiedzenia strony myheadisretro na Facebooku i kliknięcia Like. Nie przegapisz wtedy nowych wpisów i różnych retro ciekawostek, które udostępniam.

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Biegając w slipach po cmentarzu

  1. Jak dla mnie , to jest to najlepsza gra komputerowa wszechczasów.
    Z komputerami zaczynałem przygodę na ZX Spectrum+ i do dziś pamiętam jak pierwszy raz zagrałem w Ghosts’n’Goblins …To były niezapomniane chwile i wrażenia.
    Ileż zdenerwowania było gdy zamiast rzucania nożem dostało się te rzucanie ognistych kulek utrudniających granie 🙂
    Obraz miałem czarno-biały bo monitorem był radziecki mały telewizor Junost..
    Bez żadnych kodów dochodziłem do poziomu 3 czy 4.
    Grę tę ukończyłem całościowo niedawno na PSP gdy pogrywałem w jakąś składankę starych gier …
    Właściwie to jej nadal nie ukończyłem bo doszedłem do końcowego booossa którego zabiłem ….ale okazało się że poszedłem na łatwiznę bo miałem broń-tarcze (chyba) a po zabiciu końcowego booosa wyskoczył komunikat że powinienem mieć nóż lub tą halabardę…i wróciło mnie do poprzedniego poziomu 🙂
    Gra marzenie – wspaniała pod każdym względem.
    Patrząc na grafikę z C-64 to wersja na ZX Spectrum była lepsza.
    Grałem też w tę grę na PC z emulatorem Mame – chyba bez dwóch zdań najlepsza wersja tej gry.
    Jako fan tej gry nie mogłem nie zagrać w Ultimate Ghosts’n’Goblins na sony PSP.
    Ulepszona grafika , emocje podobne ale jeden feler – dochodzę do miejsca (level niepamiętam który) gdzie unosi się i opada woda (lawa?) u odkrywa przełącznik …sto razy jak nie tysiąc to przechodziłem i nie dałem rady przejść a właściwie to utknołem tam na amen.
    Tak jakby to miejsce było błędem producenta i gry po prostu nie da się przejść.
    Może ktoś wie jak to zrobić to niech da znać.
    Chciałbym ukończyć tą grę ale mimo wysiłków nie daje rady…błąd czy czegoś niedostrzegam ?
    ps. ten blog odkryłem niedawno i przypadkowo – dobra robota panie Ziemowit !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s