Ani słowa o Ghox

Łatwo pisać o grach legendach. Słowa lekko układają się w zdania, same, zmuszać nie trzeba, a i kontrola pióra jakby zbyteczna. Brak stylu zastępuje emocja, ta szczera radość płynąca ze wspomnień o zarwanych nocach, z godzin bezczelnie skradzionych z wątłej puli kontyngentu nauki szkolnej, z chciwego odkrywania tego co pasjonujące i nowe. Tak… łatwo wtedy pisać. I budzić też łatwo. Cudze wspomnienia, często kropka w kropkę podobne do własnych. Od razu więź się buduje, i zrozumienie, i braterstwo jak u żołnierzy weteranów. Co z tego że nigdy ramię w ramię, skoro przeciwnik tożsamy, i radość zwycięstwa, i czas, który upłynął. To takie proste. Byleby nic przeciwko, a wszystko za. Że gra doskonała, że przełom, że od tamtej pory już nikt, nigdy, nic tak perfekcyjnego…

gh5.1Lepiej czyta mi się o grach, które znam i lubię. Wspomnienia wracają, klarowne, wypasione bogactwem dziecięcych wrażeń. Mogę swoje trzy grosze dorzucić, wywód uzupełnić, pokazać, że ja też wtedy, w tych okopach, z innymi… Gorzej gdy nie ma z kim. Ile razy byłem w połowie historii, a tu oczy puste, ruchliwość kończyn nerwowa, wzrok rozbiegany. I ziewanie. Dyskretne. Ostentacyjne. Bez różnicy. O ile prościej, gdy jest to Fallout, River Raid, gdy Castlevania. Same nazwy wystarcza, żeby ożywić rozmówcę i ziewanie ukrócić. To łatwe.

gh4.1Trochę na przekór a trochę z potrzeby dzielenia się dobrem wybitnym i zasługującym na lepszy los, postanowiłem napisać o grze zapomnianej. Zapomnianej tak bardzo, że wyrocznie googla i youtuba krzywią dostojne oblicza i wyrzucają z siebie wielkie znaki zapytania. Bo tak po prawdzie, z czym kojarzy Wam się Ghox? A jeśli powiem, że pochodzi ze stajni Toaplan, czy coś ułatwię? Szczerze wątpię, chociaż w wyjątki wierzę i wierzę w to, że kilka osób skinie z aprobatą. Choć powtarzam: wyjątki.

I z tego właśnie powodu, że gra zapomniana, chociaż piękna i uzależniająca, że deweloper genialny, choć z dwoma raptem zdaniami zagłodzonego opisu na Wikipedii, że nawet gameplaya na youtubie nikt nie raczył umieścić, z tego właśnie powodu nie napiszę, dlaczego taka genialna i dlaczego uzależniająca. Nie zmarnuję szansy, żeby każdy mógł ją osobiście, bez podpowiedzi, bez szczepienia cudzych wrażeń i emocji, odkryć dla siebie i zakochać się albo odrzucić bez żalu.

gh3.1Zaznaczę jedynie, że wybuchowa to mieszanka. Że mało który arkanoid tak bardzo jest arkanoidem i jednocześnie tak daleko od monotonii i powtarzalności. Że wiele tu pinballa i smaczków wszelakich, zatęchłych lochów przemierzania, drzwi otwierania, potworów tępienia, wielkim bossom nosa ucierania. Że ścieżek wybory i fizyce wbrew. I chociaż dużo w tym szaleństwa, to przecież nie więcej niż w „all your base are belong to us” tego samego dewelopera. Rzadki to rarytas i poza MAME zagrać będzie niełatwo. Ale kto ceni dobry i oryginalny gameplay, nie wzgardzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s