Final Legacy: niedocenione dzieło Atari

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi pod znakiem imprez retro. Najpierw Dawne Komputery i Gry we Wrocławiu, zaraz potem Pixel Heaven 2014 w Warszawie. Oba wydarzenia bardzo udane i jednocześnie bardzo różne w pomyśle i wykonaniu. Nie wiem jeszcze czego się spodziewać po zbliżającej się szybkimi krokami Retrogralni 2014 (Wrocław, 21-22 czerwca), ale znając organizatorów – będzie solidna porcja wiedzy i zabawy.

FL2
Final Legacy, Atari 5200, okładka

Odpoczywając po tych wszystkich eventach pozostaje mi wrócić do tego, co w myheadisretro najistotniejsze – czyli gier – zwłaszcza tych starych i ważnych. Tak się składa, że na dzisiaj przygotowałem wspomnienie gry nie tylko starej i ważnej, ale również historycznie uwikłanej, bo zrealizowanej w wyjątkowo gorącym dla Atari roku ’84. Mówię tu o Final Legacy, ekskluzywnym atarowskim tytule, który ukazał się wyłącznie na cartridgeach by następnie krążyć w krajach bloku wschodniego w nieoficjalnej wersji kasetowej.

Gra nigdy nie należała do tytułów szczególnie wspominanych i docenianych przez retro-graczy, co trochę mnie zastanawia. Całość jest wyrazista i wykonana ze sporym, jak na platformę XL/XE, rozmachem. Grafika jest bardzo dobra. Sterowanie wzorcowe. Tym bardziej dziwię się, że Final Legacy tak rzadko pojawia się w zestawieniach najważniejszych atarowskich produkcji. A że powinna się tam pojawiać. Nie mam co do tego wątpliwości.

Już samo połączenie gry strategiczno-zręcznościowej z tematyką postapokaliptyczną zasługuje na uwagę. Jak głosi instrukcja, dwa wielkie mocarstwa wplątały się w wyniszczającą wojnę atomową, po której niedobitki ludzkości (tak zwani Patriarchowie) żyją na skutej lodem Antarktyce. Nie jest im zbyt wesoło, ale radzą sobie dzielnie i odbudowują cywilizację w nadziei na lepsze jutro. Problem pojawia się wraz z przechwyceniem transmisji z jednej z baz wojskowych rozmieszczonych na terenach objętych dawno zakończoną wojną. W pełni zrobotyzowane bazy nie tylko nadal funkcjonują, ale wciąż kierują się wydanymi przed 50 laty rozkazami unicestwienia wszystkiego co się rusza. Atak jest nieunikniony.

FL1
Final Legacy, gameplay: tryb walki morskiej

Zmuszeni sytuacją Patriarchowie wysyłają swój najlepszy pancernik Legacy w celu uprzedzenia agresji. Legacy ma trudne zadanie. Musi dostać się do Dead Zone – strefy wojny i, unikając zautomatyzowanych okrętów wroga, odnaleźć i zniszczyć bazy wojskowe. Żeby sytuację skomplikować, bazy odpowiadają ogniem rakietowym wymierzonym w miasta Patriarchów przy najmniejszej próbie ataku. Nie dość, że baz jest całkiem spora ilość, to dodatkowo niektóre z nich pozostają sprytnie ukryte. A czas płynie nieubłaganie i tylko minuty dzielą pokojowo nastawione osady Patriarchów od wyparowania w radioaktywnym podmuchu.

Gameplay jest prosty i zrozumiały. Sterujemy pancernikiem i pływamy po oceanie. Mamy cztery widoki – strategiczny (mapa akwenu), z oczu kapitana stojącego na mostku (do pojedynków z innymi jednostkami pływającymi), radar (do bombardowania baz) i stanowisko strzelnicze (do likwidacji lecących rakiet). W trybie mapy zbliżamy się do stanowiska wroga na odległość strzału, zmieniamy widok na radar i niszczymy bazę, podczas gdy przeciwnik wykonuje automatyczny atak rakietowy na nasze miasta. Kluczem do zwycięstwa jest szybka likwidacja przeciwnika i przejście w tryb przechwycenia rakiet zanim dotrą do celu. Musimy też liczyć się z możliwością ataku wrogiego okrętu patrolującego okolicę, co najczęściej kończy się nerwowym przełączaniem z trybu do trybu aby zdążyć jednocześnie ostrzelać bazę, zniszczyć pociski i uniknąć wymierzonych w Legacy torped. Brzmi nieco chaotycznie, ale w grze sprawdza się znakomicie i buduje solidne napięcie.

FL3
Final Legacy, gameplay: tryb mapy

Final Legacy, jak już wspomniałem, nie jest królową rankingów. Recenzje są raczej chłodne. Rzadko ktoś wspomina ten tytuł, a jeszcze rzadziej z respektem. Moim zdaniem to poważne niedopatrzenie. I to z kilku powodów. Przede wszystkim należy docenić unikalność rozgrywki. Gry strategiczno – zręcznościowe, a już na pewno gry czasu rzeczywistego na Atari 8-bit: a) właściwie nie istniały; b) jeśli już coś się znalazło, to interfejs użytkownika nosił wszelkie znamiona certyfikowanego narzędzia tortur.

I tu dochodzimy do najważniejszego dla mnie aspektu – sterowania. Ujmę to krótko: nie spodziewałbym się po grze z roku ’84, stworzonej na domowe komputery, na dodatek stworzonej w mało sprzyjających okolicznościach, powtórzę raz jeszcze – nie spodziewałbym się tak przemyślanego interfejsu i jego idealnej kompozycji z gameplayem. Patrząc jak bardzo skomplikowane były interfejsy w podobnych tytułach jeszcze w latach 90, brak mi słów uznania dla twórców. Wszystko jest intuicyjne, każdy ekran i każdy tryb wyjaśnia się sam. Widać w tym rękę ludzi, którzy swoje szlify zdobywali na produkcji gier arcade i rozumieli znaczenie słowa „przystępność”.

Nie byłbym sobą, gdybym nie poszukał bardziej szczegółowych informacji na temat produkcji Final Legacy. Gamasutra opublikowała swego czasu wywiad z Stevem Englehartem, jednym z projektantów stojących za Final Legacy (a wcześniej za E.T. w wersji na komputery domowe). Liczyłem na ciekawą historię i się nie zawiodłem. Otóż Atari, zdając sobie sprawę z gęstniejącej wokół firmy negatywnej atmosfery po wydaniu E.T. (tej konsolowej tym razem), stworzyło specjalną grupę mającą za cel odbudowanie wiarygodności produkcji sygnowanych znakiem góry Fuji. Advanced Games Group, bo taką nazwę przybrali, było zespołem interdyscyplinarnym, gromadzącym talenty z różnorodnymi kwalifikacjami, na kształt późniejszych pełnoprawnych zespołów deweloperskich.

FL4
Final Legacy, gameplay: tryb ostrzału bazy

W chwili przejęcia Atari Computers przez Jacka Tramiela w roku ‘84, Advanced Games Group pracowało równolegle nad 6 projektami. Jak można było się jednak spodziewać, nowy właściciel przyniósł ze sobą strategię, również nową, rozwoju firmy. Wspomniane projekty poszły do kosza – wszystkie, za wyjątkiem Final Legacy, któremu udało się uratować skórę kosztem dużych zmian. Z sześciu różnych trybów rozgrywki pozostawiono trzy. Całość poskładano i wydano, bez zapewnienia porządnego wsparcia marketingowego. Tramiel żył już wtedy rywalizacją na polu komputerów domowych i zajmowanie się grami uważał za stratę czasu.

Czy gra bardzo ucierpiała? Grając w Final Legacy, w najmniejszym stopniu nie dostrzegam tych perturbacji produkcyjnych. Niczego mi tam nie brakuje. Rozgrywka jest płynna i dynamiczna, mini-gry wystarczająco wciągające, o sterowaniu już mówiłem – świetne. Nawet wypominane w recenzjach uproszczenia są na swój sposób atrakcyjne. Gra nie przedłuża, nie męczy, wymaga akurat tyle skupienia ile chcesz poświęcić w czasie wieczornego relaksu. Znakomity produkt.

Przyznaję, że tak bardzo jak Final Legacy mi się podobało (mówię tu o latach 80), tak bardzo odczuwałem brak podobnych gier na moje małe Atari. Z zazdrością spoglądałem na Commodore’owców z ich Defender of The Crown i Iron Lordem. Wypada jednak wspomnieć, że Atari miało inną znakomitą grę zbudowaną na podobnym modelu rozgrywki – Star Raiders II (znaną również pod warezową nazwą The Last Starfighter). Raidersom zamierzam zresztą poświęcić odrębny wpis w najbliższym czasie.

Na koniec chciałbym bardzo mocno zachęcić do przypomnienia sobie Final Legacy. Cartridge z grą są względnie niedrogie, można zaszaleć. Tym bardziej, że to kawałek ciekawej historii. No i świetna gra.

P.S. W latach 90 znalazłem dla siebie uwspółcześnioną wersję koncepcji Final Legacy. Był nią North & South od Infogrames. Brzmi abstrakcyjnie? Może odrobinę. Ale na dobrą sprawę, czy mocno się mylę widząc podobieństwa?

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Final Legacy: niedocenione dzieło Atari

    1. Faktycznie idea nuklearnej zimy jest bliska idei Transarctiki, podobnie jak połączenie elementów planowania i strzelania, ale obu grom bardzo daleko do siebie pod kątem dynamiki i rozbudowania. Transarctica jest akurat przykładem fatalnego interfejsu, gdzie zrobiono wszystko by pogrzebać znakomity pomysł pod gruzem nieudolności projektantów. Szkoda, bo to jedna z tych gier co robią ogromne wrażenie, tylko grać się w nie nie chce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s