Raid over Moscow: o szkodliwości gier i politycznych kontrowersjach

Gry a kontrowersje polityczne? W PRL-u? Czemu nie, jeśli tylko tematem jest rosyjski atak jądrowy na pozbawione obrony zachodnie metropolie i śmiały rajd amerykańskiego wahadłowca w kierunku Kremla zakończony grzybem atomowym nad Moskwą.

rom5
Raid over Moscow, reedycja pod zmienioną nazwą Raid!!!

Trzymam w ręku kasetę z Raid over Moscow. Okładka przepiękna. Widok z kokpitu, futurystyczne miasto, charakterystyczne kopuły siedziby władz ZSRR. Jednym słowem obietnica solidnej zabawy. Dwadzieścia pięć lat temu w tych samych rękach trzymałem przechodzonego BASFa z piracką wersją RoMa, ale cieszyło równie mocno. Mało która gra na Atari XL/XE była równie rozbudowana i intrygująca, nie wspominając o emocjach, które wywoływała. I nie chodziło bynajmniej o kontrowersje, ale potężną frustrację z powodu maniakalnie wyśrubowanego poziomu trudności.

Dzisiejszy wpis powstał w wyniku splotu dość dziwnych wypadków. Dosłownie tydzień temu natknąłem się na serię artykułów poświęconych rozwojowi informatyzacji w krajach europejskich. Oczywiście interesował mnie kontekst gier. Po fascynującej lekturze o Czechosłowacji przyszedł czas na materiały porównawcze wschodu i zachodu Europy. Stamtąd już tylko krok do Polski i tak wylądowałem w doskonałym materiale o mechanizmach budowania Społeczeństwa Informatycznego w naszym kraju. Pierwszy z tych mechanizmów – nazwany odgórnym – wynikał z programowego działania elit intelektualnych. Drugi – z oddolnego ruchu społecznego i zainteresowania nowymi technologiami zwykłych obywateli, którzy nie chcąc czekać, aż Partia dostarczy im narzędzi, sami sprowadzali sprzęt. Głównie z Niemiec.

Artykuł o tytule „Computing behind the Iron Curtain: Social Impact of Home Computers in Polish People’s Republic” Patryka Wasiaka wyraźnie wskazuje na schizofrenię władz i elit dążących do edukacji społeczeństwa. Z jednej strony konieczność zasypywania rosnącej przepaści między rywalizującymi blokami państw, z drugiej oddawanie obywatelom władzy, wiedzy i narzędzi kłócące się wyraźnie z ideą totalitarnej kontroli. Jeśli weźmiemy pod uwagę problemy z produkcją komputerów (ogromne koszty, ogromne braki materiałowe, dramatyczne informacje w Dzienniku Telewizyjnym, że znowu w sezonie letnim brakło sznurka do snopowiązałki) nie dziwi, że lud niewiele robił sobie z działań programowych. Niemniej schizofrenia przyniosła jeszcze jeden efekt – deprecjację gier komputerowych.

rom4
Raid over Moscow, wybór celów ataku, C-64

Nie jestem zdziwiony tą konkluzją, chociaż tak bardzo zżyłem się z negatywnym wizerunkiem gier, że dopiero teraz zacząłem się zastanawiać skąd naprawdę wziął się on w kraju, gdzie dostęp do rozrywkowego softu miało raptem kilka procent społeczeństwa. Na zachodzie – to akurat rozumiem – ogromne upowszechnienie, ścisły wpływ na codzienne życie, patologiczne sytuacje nagłaśniane przez prasę (komuś zawsze przyszło do głowy strzelać do rodziny i obwiniać za to „te straszne gry”) – jednym słowem walka starego z nowym. Ale u nas? Sprawa była bardziej złożona, choć z drugiej strony banalna. Gry pochodziły z zachodu. A zachód swobodnie interpretował kwestie moralności Miłującego Pokój Bloku Układu Warszawskiego. Ba, śmiał tworzyć takie gry jak Raid over Moscow, gdzie gracz aktywnie uczestniczył w walce przeciwko USSR. To wymagało reakcji i reakcja nastąpiła. Zaczęto budować w prasie i innych mediach obraz komputera jako pożytecznego narzędzia edukacji przy jednoczesnym ostrzeżeniu – uważajcie na gry, bo ogłupiają i szkodzą! Znajoma retoryka? Oj bardzo znajoma. Tkwi w nas do dzisiaj i nie wiem czy można ją jeszcze wyrugować.

Rzeczony artykuł przytacza cytaty z polskiej prasy z roku ’86, gdzie Raid over Moscow został uznany za: „przykład dywersji komputerowej”, „propagandą anty-USSR”, „przeniesienie zimnej wojny na arenę komputerową” itd. Jak do tego podchodzili gracze? Z mojej perspektywy przyznaję, że czułem coś na rzeczy, ale kto by się tym przejmował? Gra była trudna, wściekałem się na pierwszy etap, wylot z hangaru doprowadzał mnie do białej gorączki. Równie dobrze jednak mógłbym strzelać do kosmitów w stroju Myszki Miki. Gry nie stanowiły dla mnie niczego innego niż doskonałej formy rozrywki. I zdaje się, że nie tylko dla mnie. Politykę zostawialiśmy dorosłym, tak samo jak gotowanie obiadów i walkę o miejsce w kolejce po meblościankę.

Wracając jednak do owego splotu wypadków, o którym wspomniałem na początku. Dosłownie dwa dni po lekturze otrzymałem paczkę z kilkoma kasetami. Taki zakup w ciemno – 3 złote za taśmę, a nuż coś zadziała. No i niespodzianka – trafiłem naprawdę dobre tytuły z Raid over Moscow między innymi. Już w tamtym momencie poczułem, że coś za bardzo mnie ten RoM prześladuje, ale nie było tego dość. Dość miało się pojawić w weekend, kiedy pojechałem do rodziców i otrzymałem zadanie zabrania swoich szpargałów. Między nimi – zdjęcia. No i kto na zdjęciach? Młodociany gracz, czarno biały telewizor a na nim hangar z Raid over Moscow. Jakość obrazu co prawda straszna, ale wątpliwości co do tytułu i platformy (małe Atari) nie ma. Wtedy się poddałem i napisałem pierwszy draft wpisu. Najwidoczniej tak miało być.

RoM2
Raid over Moscow, ostrzał Kremla, C-64

Dla tych, którzy w Raid over Moscow nie mieli jeszcze przyjemności zagrać, kilka słów wprowadzenia. Tytuł pochodzi z roku ’84 i został stworzony przez uznaną amerykańską grupę Access Software, która pomimo korzeni w C-64 chyba najbardziej znana jest posiadaczom Atari i PC. Atari – bo jako jedni z nielicznych tworzyli na tą platformę złożone produkcje zawierające wiele typów gameplaya, a przy okazji robili to naprawdę nieźle (polecam Beach Head). PC – bo zamiast podążać popularną ścieżką komputerów domowych od 8-bit do 16-bit, od razu wskoczyli na PC i zasłynęli cyklem przygodówek w klimatach future-noir z detektywem Texem Murphym (idę o zakład, że pamiętacie przynajmniej Under a Killing Moon). W swojej 25 letniej historii wypuszczali hity i gry przeciętne, zostali kupieni przez Microsoft i wcieleni Microsoft Game Studios gdzie tworzyli blockbustery pokroju Microsoft Golf. Mieli też epizod z Take-Two aby na koniec zamknąć działalność bez podania przyczyn. Tak czy owak, zrobili w branży sporo i potrafili się dostosować, o co wcale nie było łatwo na przełomie lat 80 i 90.

Sam Raid over Moscow buduje całkiem atrakcyjną historię, wspartą przyzwoitym gameplayem. Zaczynamy na stacji kosmicznej, gdzie mamy do wykonania wyjątkowo trudny manewr startu wahadłowcem. Potem lot (wzorowany na Zaxxon) w kierunku radzieckich baz wojskowych, demolka tychże, szybka wizyta na Kremlu, ostrzał artyleryjski i na koniec pojedynek z robotami strzegącymi kremlowskiej elektrowni atomowej. Dużo w tym zabawy fizyką (przyspieszenia, balistyka, ustawianie pocisków pod odpowiednim kątem) i dużo frustracji (jak to przy zabawie z fizyką). Niemniej rozgrywka jest spójna i dynamiczna, a treningi nagradzają. Przy tym wszystkim walka z czasem (który płynie non stop i czasami zmusza do podjęcia strategicznych decyzji) buduje solidne napięcie. No i dwa zakończenia: to „pozytywne”, gdzie z Moskwy wyrasta grzyb atomowy, i to nieco mniej pozytywne, gdy pilotom braknie czasu na ewakuację ze strefy rażenia. Tak czy owak – niezła historia jak na pierwszą połowę lat 80.

I jeszcze jedna ciekawostka w temacie politycznych kontrowersji wywołanych przez Raid over Moscow. Gra została wydana w Europie przez nieocenione US Gold i tak dodarła do Finlandii, która jak wiemy ma niemałe powody do utrzymywania poważnych relacji z Rosją, choćby z racji granic. Fińska edycja RoM nie przeszła oczywiście bez echa. Najpierw publikacje (negatywne) w prasie lewicowej a następnie parlamentarna dyskusja na temat szkodliwości gry przez pryzmat relacji z USSR zaowocowały nieoficjalną notą ze strony radzieckiej dyplomacji domagającej się zakazania dystrybucji tytułu. Również nieoficjalna odpowiedź, ujawniona dopiero w obecnej dekadzie miała brzmieć: lubimy was, ale zgodnie z naszym prawem możemy zakazać tylko gier szkodliwych dla zdrowia. Finał był łatwy do przewidzenia: RoM był najlepiej sprzedającą się gra na tamtym rynku w ’85. Kolejny dowód na to, że kontrowersje kreują popyt.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Raid over Moscow: o szkodliwości gier i politycznych kontrowersjach

  1. I przypomniał mi się Theatre Europe, w który grałem bez większej świadomości politycznej. A ponieważ jedna strona nazywała się Warsaw Pact (gdzie oczywiście nie wiedziałem co to w rzeczywistości jest, NATO też nie), to graliśmy zawsze nimi. No bo Warszawa, Polska!

    I pamiętam, że aby wystrzelić pociski nuklearne potrzebny był specjalny kod, który można było uzyskać wykonując telefon (w rzeczywistym świecie!). Po latach dowiedziałem się, że było tam nagranie: syreny, wybuch, płacz dziecka i głos „Jeśli naprawdę tego chcesz… kod brzmi <>”.

    1. Theatre Europe jest świetną grą. Może to przypadek, ale grałem dosłownie 2 tygodnie temu i wciągnęło mnie równie mocno jak w latach 80. Natomiast z tym kodem to świetna historia, nie słyszałem o tym wcześniej ale pomysł genialny:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s