Spy vs Spy czyli kto oprócz mnie grał w część 4?

Wykorzystanie znanych brandów w grach komputerowych to zjawisko stare jak sama branża. No, może nie aż tak stare, ale na pewno bardzo dobrze ugruntowane już w pierwszej połowie lat 80. Bo i cóż prostszego niż promować grę posługując się rozpoznawalnym tytułem, modą lub zajawką na najnowszy hollywoodzki hit? Brandy były i są sposobem na dużą sprzedaż, to w zasadzie żelazna reguła przez wszystkie dekady i wszystkie platformy do grania. Jest jednak jeden warunek – brand musi być znany. I tutaj wkraczam na nasze, polskie podwórko w czasach przed rewolucją kulturową jaką przyniosły lata po Okrągłym Stole.

svs5
Spy vs Spy, splash screen, Atari XL/XE

Analizując polskie realia growe lat 80 w kontekście brandowych gier rozróżniam dwa typy tych ostatnich. Produkcje oparte na tytułach u nas rozpoznawalnych (Robocop, Platoon, The Untouchables) zawdzięczały swoją popularność invazji VHS i zachłyśnięciem się magią kina domowego. Drugi rodzaj, czyli gry bazujące na markach związanych z nieosiągalnymi u nas wtedy mediami – komiksem, telewizją, muzyką (może za wyjątkiem Michaela Jacksona i jego Moonwalkera) – musiały z konieczności walczyć o naszą uwagę na takich samych prawach jak oryginalne IP z rynku growego – albo zachwyciły nas gameplayem lub oprawą graficzną, albo sorry, nie było taryfy ulgowej.

Nie mieliśmy pojęcia najmniejszego, że Usagi Yoimbo był oparty (bardzo wiernie zresztą) na znanym cyklu komiksowym. Frankie Goes to Hollywood mówiło cokolwiek wyjątkowo nielicznym, a już Spy vs Spy pozostało dla Polaków tajemnicą do właściwie dnia dzisiejszego. Tak z ręka na sercu i bez zaglądania w internet – patrzę tu na fanów serii o szpiegach – wiedzieliście, że to komputerowa adaptacja komiksu? Żaden wstyd się przyznać! Dla mnie też było to zaskoczeniem i dopiero przypadkowy kontakt z reklamą w sieci (chyba Mountain Dew) dało mi do myślenia. Potem już szybki research i proszę bardzo – Spy vs Spy to rysunkowe opowiastki (krótkie dość, bardziej stripy niż comic books) których bohaterami są dwaj szpiedzy – czarny i biały, polujący na siebie nawzajem i zadający śmierć w pomysłowy zawsze i spektakularny sposób.

svs3
Spy vs Spy, gameplay, Atari XL/XE

Mało mnie śmieszą te stripy, tak między nami mówiąc. Mógłbym przysiąc, że powodem jest spora dawka brutalności – coś, czego udało się w grze uniknąć i znaleźć znacznie lepszy balans. Niby uśmiercasz przeciwnika, ale jakoś tak kreskówkowo. Niby wylewasz na niego wiadro kwasu, ale nie ma pokazanych ran i obrażeń. Komiks jest bardziej dosłowny.

First Star Software (legendarne z powodu serii Boulder Dash) wydało Spy vs Spy w roku ’84 na wszystkie domowe platformy, włączając również te mniej popularne. Stało się to w atmosferze świetnego przyjęcia przez prasę i przy wielkim aplauzie graczy. Przykłaowo, Your Sinclair umieścił przygody szpiegów na 20 miejscu w rankingu 100 najlepszy gier w historii. Niech to posłuży za rekomendację.

Jest kilka obiektywnych powodów, dla których Spy vs Spy weszło do kanonu i wciąż wymieniane jest jako tytuł ważny i inspirujący. Decydujący okazał się znakomicie przemyślany system PvP umożliwiający rozgrywkę na jednym komputerze. Wiele gier na siłę próbuje rozwiązać problem gameplaya na split-screenie, gdzie gracze podglądają się nawzajem i przez to psują efekt niespodzianki, o ograniczaniu możliwych taktyk nie wspomnę. Spy vs Spy obraca tą niedogodność na własną korzyść. Obserwacja przeciwnika i efektów jego działań zmusza do ciągłej weryfikacji własnej strategii i szybkiego podejmowania decyzji. Do tego dochodzi konieczność zapamiętania gdzie sam założyłeś pułapkę a gdzie zrobił to drugi gracz. Czynniki niepewności mnożą się i dają sporą matrycę decyzyjną, która rekonfiguruje się z chwili na chwilę. Naprawdę w tej grze nie ma chwili nudy.

svs1
Spy vs Spy: The Island Caper, splash screen, C-64

Po drugie – oprawa graficzna jest idealna. Czysta, elegancka, bardzo kreskówkowa. Całości dopełnia znakomita animacja każdego zdarzenia, z efektami wpadnięcia w różne pułapki włącznie. Zobaczcie koniecznie na filmie jak dobrze i zabawnie to wygląda. Dodam jeszcze, że sterowanie jest bardzo wygodne a precyzja ruchu a poczucie kontroli nad sytuacją wyjątkowo wysokie. Nie jest to wbrew pozorom tak oczywista sprawa, bo Spy vs Spy to dziecko sceny mikrokomputerów, gdzie brak zrozumienia wygody i responsywności były na porządku dziennym.

Na koniec jeszcze jednak chwila refleksji nad polskimi realiami z tamtych lat. Spy vs Spy miał dwie kontynuacje. Pierwsza, The Island Caper, działa się na otwartym terenie tropikalnej wyspy i zachwycała jeszcze większymi możliwościami niż oryginał. Kolejna, o dużo mówiącym tytule Arctic Antics wykorzystywała zimową scenerię i pomysły na pułapki. Cała seria ukazała się na przestrzeni ponad 5 lat i wydawało się, że będzie dalej rozwijana. Szczególnie, że zakończenie Arctic Antics podawało nawet nazwę: Spies in Space.

Niestety, kosmiczne przygody nie doszły do skutku co nie przeszkadzało nam w Polsce wierzyć, że tylko my nie mamy do nich dostępu i wkrótce gdzieś coś wypłynie. No i wypłynęło. Na giełdzie przez jakiś czas (początek lat 90) dostępny był Spy vs Spy 4 na Atari XL/XE. Sprzedaż szła pełną parą, bo i głód nowości był potworny, i taaaki tytuł! Sam dałem się nabrać i na własnej skórze odczułem co to znaczy totalne rozczarowanie. Pal licho pieniądze, aż tak dużo mnie to nie kosztowało, ale ten potworny zawód, gdy patrzyłem na ledwo poskładany klon pierwszej części, napisany chyba w BASICu, odbił się bardzo mocno na zdrowiu. Cóż – w UK, Niemczech i Francji nikt nie spojrzałby na pirata, mając za 2 funty oryginał w sklepie na rogu. Dla nas giełda była jedynym źródłem i czasami zdarzały się przekręty. Ot, specyfika nieuregulowanego rynku.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Spy vs Spy czyli kto oprócz mnie grał w część 4?

  1. Pierwszy kontakt z SPYvsSPY miałem w 86 i było jedną z pierwszych gier w jakie udało mi się grać na ATARI , było to nawet 130 xe z floppem – pełen wypas.
    Imgo wersja na C64 lepiej wygląda i brzmi , z całym szacunkiem dla Atari, które posiadam wciąż działające 😉

  2. Mimo wszystko mnie również 😉 . Wystarczą pierwsze nutki z gry i natychmiast przenoszę się bezpośrednio do sobotniego poranku roku 86 , szkolne kółko komputerowe i widzę ją … Atarynkę 130 ;-). To taka mała ,pół funkcjonalna TIME MACHINE, bo przenosi tylko wstecz. Jednak jak spojrzeć na to z nieco innej strony to można uznać, że jest jednak pełnosprawna , gdyż po wyłączeniu zasilania przenosi mnie znów z 86 do teraźniejszości 😉 . I jakie zalety , zamiast plutonu i supermocy 1,21 GW wystarczy kilkadziesiąt watów !!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s