Raiden

Wertykalnymi shmup-ami zacząłem fascynować się gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych. Trudno stwierdzić co było pierwsze, prawdopodobnie coin-up Zaxxon robiący sporą furorę w przedsionku legnickiego kina Ognisko. Później wielka niechęć do Xevious i wszystkiego co klonowało pomysły tego jakby nie patrzeć hitu (osobiście gardzę potwornie) i dziesiątki godzin wylatane w kanionach River Raid (tu z kolei mógłbym stawiać kapliczki). Jednak dopiero Flying Shark sprawił, że na serio zacząłem się interesować grami arcade i chętniej odwiedzać większość, niekoniecznie najbardziej bezpiecznych lokali w Legnicy.

r1
Raiden, ekran startowy, arcade

Przesiadka z małego Atari na Amigę w roku ’91 otworzyła drzwi do wszystkich tych cudownych projektów w które obfitowała Przyjaciółka. Chociaż twórcy amigowych shmup-ów wybierali zazwyczaj orientację poziomą (co zrozumiałe ze względu na standard ekranu), festiwal grania w pionowe strzelanki trwał u mnie do roku ’94 i skończył się wraz z upadkiem Amigi jako wiodącej platformy do gier. Udało mi się jeszcze pobawić Banshee, choć niestety u znajomego, i tak pozostałem rok w zawieszeniu zbierając środki na kolejną platformę.

Meczyłem się wtedy strasznie; w ramach terapii czytałem wszystko co wydawano w polskiej prasie growej, z zapamiętaniem analizując każdy artykuł, news i screen. Wielkie wrażenie robiły na mnie zwłaszcza zwiastuny Atari Jaguar, promowanego na następną wielką rzecz na rynku. Jak ta wielka rzecz skończyła wiemy wszyscy, niemniej w tamtym czasie trudno było się nie zachwycać. 64 bity budziły wyobraźnię a screeny obiecywały bardzo, bardzo dużo. Do czasu objawienia PlayStation i Segi Saturn, reklamy Jaga nie miały konkurencji.

Nie wspominałbym o tym, gdyby mój zachwyt Jaguarem wynikał z portu takiego Dooma, Alien vs Predator czy choćby jakiejś gry 3D. Tymczasem mi po głowie chodziło kilka screenów z płaskiego jak stół oldschoolowego shmup-a o obiecującej (głownie ze względu na sentyment do MK) nazwie Raiden.

rai
Raiden, okładka, Atari Jaguar

Raiden jest jedną z tych gier, które fascynowały mnie bez reszty przez całe lata, mimo iż nie miałem okazji w nie zagrać. Zapadła mi w pamięć prawdopodobnie ze względu na soczyste kolory i wykonanie przewyższające osiągnięcia mojej Amigi, a może czułem się oszukany, że projekt ewidentnie 2D wykonany w technologiach jak najbardziej amigowych nie powstał na Przyjaciółkę. Sam nie wiem. Wiele lat później, stojąc przed coin-up’em Raidena zastanawiałem się nad tym i nie doszedłem do żadnych wniosków oprócz jednego – miałem nosa do samej gry. Nie tylko okazała się szalenie grywalna, lecz na dodatek przypominała ulubionego Flying Sharka.

Zresztą Raiden to nie tylko moja fascynacja. Seria zdobyła sobie popularność i doczekała wielu wydań na maszynach arcade i domowych platformach. Co ciekawe, dzieło nieznanego producenta Seibu Kaihatsu początkowo traktowano jako jeszcze jeden banalny klon Flying Sharka. Sława przyszła z czasem. Poinformowane źródła twierdzą, że stało się to głównie za sprawą dość oryginalnego systemu broni, ale tak z ręką na sercu nie można odmówić Raidenowi ani doskonale zbalansowanego gameplaya, ani niezłej dynamiki i układów pozwalających na sensowne masterowanie. Nawet jeśli producenci chcieli stworzyć wyłącznie kompetentny produkcyjniak, wyszło im coś znacznie większego i na tyle udanego, że zapoczątkowało serię własnych klonów.

r3
Raiden, gameplay, arcade

Klonowane rozwiązania Raidena stały się tak powszechne, że łatwo uznać je za odwieczny standard. Tymczasem to właśnie dzieło Seibu Kaihatsu po raz pierwszy wprowadziło do gatunku zamienne typy uzbrojenia w formule: koncentryczny ogień o maksymalnej sile vs większe pole rażenia kosztem ilości zadawanych uszkodzeń. Większość producentów wertykalnych shoot’em up po roku ’90 przyjęło tą mechanikę, włączając legendarny Toaplan.

Niestety nie wiem jak wygląda obecnie sprawa dostępności maszyn arcade z Raidenem w naszym kraju. Grałem tylko raz, na dalekiej wycieczce do Rzymu. Zakładam, że nie są to popularne maszyny, a już na pewno nie na aukcjach internetowych. Pozostaje włączenie Jaga, ewentualnie Segi Mega Drive i zagranie w bardzo przyzwoite porty.

Na zakończenie ciekawostka dla wszystkich Amigowców. Równolegle z wersją PC i Atari Jaguar powstała również wersja na Amigę 1200. Podobno prace zostały zakończone, niestety nigdy nie doszło do premiery. Po sieci krąży jednak pierwszy poziom, opublikowany na jakimś cover dysku a sam twórca stara się odzyskać kod gry i oficjalnie go upublicznić. Jak sobie pomyślę ile radości sprawiłaby mi ta wiadomość w połowie lat 90 – aż żal bierze. Z drugiej strony – kto wie czy dzisiaj chciałoby mi się jeszcze wspominać o jakimś kolejnym shmup-ie na Amigę…

fsha
Flying Shark, okładka, C-64

P.S. Skoro wspomniałem już o Flying Sharku warto dodać, że na Atari XL/XE pojawiła się całkiem sensowna alternatywa o nazwie Screaming Wings autorstwa Red Rat Software. Co prawda wprawne oko dostrzeże wyraźne inspiracje Capcom’owym 1942, ale stylistyka i klimat tak bardzo przypominają Flying Sharka, że można się pomylić. Bardzo solidna gra. Polecam.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Raiden

  1. Będę heretykiem i powiem, że nigdy nie trawilem takich shooterow. Chyba zainteresowałby mnie tylko taki, gdzie w tle działoby się tysiąc przeróżnych rzeczy; byłyby genialne, malownicze tła, oddające karkołomność sytuacji; no i istniałaby świetna interakcja ze środowiskiem. Paradoksalnie – i zaprzeczając samemu sobie – lubiłem River Raid, ale to pewnie przez ciekawe umiejscowienie samej akcji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s