Spełnianie marzeń: Knight Lore, Manic Miner i Death Chase na Atari XL/XE

Stało się. Oglądnąłem Zieloną Pożywkę. Od początku do końca, jak w kinie, bez pauz, jedynie popcorn zastąpiłem biszkoptami (bo zdrowo). Wcześniej omijały mnie nawet krótkie skrawki filmu a teraz proszę – nareszcie miałem okazję przekonać się na własne oczy o co tyle szumu.

soylent
Zielona Pożywka, plakat filmu

O Zielonej Pożywce wiem zaskakująco sporo. Historia zaangażowania Chartlona Hestona w organizację funduszy, klimat niepokoju lat 70 decydujący o przesłaniu i atmosferze obrazu, odniesienia popkulturowe. Gdyby przyszło mi tydzień temu rozmawiać o filmie w gronie fanów SF, uczestniczyłbym w dyskusji na równych prawach i słowo daję – nobla z psychologii temu, kto by się połapał, że nie wiem o czym mówię. Duża zasługa w tym Andrzeja Kołodyńskiego i jego fenomenalnego Dziedzictwa Wyobraźni. Bardzo polecam tą publikację, bo chociaż ma swoje lata, czyta się jak książkę sensacyjną a nie antologię filmową. Czego zresztą innego mógłbym się spodziewać po autorze, który jest jednocześnie profesorem filmoznawstwa, krytykiem i redaktorem naczelnym miesięcznika Kino.

Nie o samą Zieloną Pożywkę dzisiaj jednak chodzi, ale o pewne psychologiczne zjawisko. Nazbierało mi się sporo książek, filmów i gier, do których nie mogłem sięgnąć w najbardziej odpowiednim dla nich czasie. W efekcie, zgodnie z regułą niedostępności, wartość tych dzieł urosła w moich oczach niepomiernie, w szczególności filmów. Do końca lat 90 jakość i zasoby internetu nie oferowały pełnego wyboru obrazów, nie mówiąc o bardziej oficjalnych kanałach. Dopiero pierwsze lata XXI wieku przyniosły wygodne narzędzia do dzielenia się zbiorami, a wraz z nimi Elvirę: Mistress of the Dark, filmy Tromy (w tym Barbarzyńską Nimfę w Piekle Dinozaurów) i inne perełki. W tym świetle oglądnięcie Zielonej Pożywki ma dla mnie znaczenie historyczne. Na liście „filmów do uzupełnienia” nie pozostał już ani jeden tytuł. I wcale nie jest mi z tym dobrze.

Jak to się ma do gier? Pomijając oczywistą Elvirę, to czysta analogia dla sytuacji z przełomu lat 80/90, kiedy moje Atari XE musiało wystarczyć za cały świat interaktywnej rozrywki. Wypady do salonów (nielicznych w Legnicy) i wizyty u znajomych tylko pogłębiały depresję i zadumę nad ponurą sytuacją. Pisałem o tym tak wiele razy, że nie będę się dzisiaj powtarzał. Cztery słowa wystarczą – małe Atari było trupem. Żadne polskie produkcje nie mogły usunąć przepaści dzielącej rynek mojej maszyny z C-64, czy nawet (o zgrozo) ZX Spectrum i Amstrada CPC. Wtedy to właśnie powstała lista kultowych, choć niedostępnych na co dzień gier. Defender of the Crown, Knight Lore, Operation Wolf, Robocop, Ghost’n Goblins, Barbarian i Death Chase. Przyznaję, marzyłem w skrytości ducha, że ktoś w końcu podrzuci mi magiczną kasetę z którąkolwiek z tych produkcji w wersji na atarynkę. Na próżno.

dziedzictwo
Dziedzictwo Wyobraźni, Andrzej Kołodyński, okładka książki

Domyślam się, że osoby młodsze mogą zupełnie nie rozumieć o czym piszę. Te wszystkie emocje mogły powstać wyłącznie w obliczu niedoboru oprogramowania i jednoczesnego braku rzetelnej i łatwo dostępnej informacji. O Barbarianie pisałem swego czasu i wspomniałem o krążących legendach na temat wersji na Atari XL/XE. Podobnie było z The Train. Sami podsycaliśmy te legendy i puszczaliśmy je dalej w obieg. Wiara była nam potrzebna tak samo jak nowe tytuły. Nie sądzę, żeby dzisiaj podobna sytuacja mogła mieć miejsce. Internet, jak każda wiedza, to wielkie dobro, ale też i wielki zabójca magii i mitów.

Niedobór miał jednak pewną dobrą stronę. Z braku gotowych rozwiązań, tworzyło się własne. Nieprzypadkowo to właśnie małe Atari zdominowało scenę deweloperską początków lat 90 i do dzisiaj stanowi platfomę, na której dzieje się niesamowicie dużo. Dotyczy to zwłaszcza portów. Chciałbym wspomnieć o kilku naprawdę niesamowitych grach, które co prawda ukazały się dużo później niż ich odpowiedniki na pozostałe mikrokomputery, ale pięknie domknęły niespełnione potrzeby sprzed ćwierci wieku i jakoś w dziwny sposób radują serce i duszę. Nie muszę chyba dodawać, że w większości to produkcje polskie.

Knight Lore

Mój numer jeden, jeśli chodzi o gry których zabrakło małemu Atari. Wściekałem się bezsilnie patrząc jak spectrumowcy grają w dzieła Ultimate podczas gdy ja musiałem zadowolić się Chimerą. Masakra. Tym bardziej, że moda przeminęła dość szybko i już w drugiej połowie lat 80 izometryczne action-adventure nie pasjonowały prawie nikogo. Oprócz mnie i mi podobnych atarowców, oczywiście. Port Knight Lore na małe Atari przyjąłem z wielką radością. Nie miało znaczenia, że upłynęła masa czasu. Grałem sporo i bardzo polecam. Zabawa tak dobra jak na Spectrum no i oczywiście made in Poland (Krzysztof Dudek).

Nightshade

Tej konwersji ani nie oczekiwałem ani się nie spodziewałem. Nightshade było znanym tytułem, ale nie jestem pewien czy faktycznie aż tak bardzo brakowało go atarowcom biorąc pod uwagę, że wszystkie oczy wlepione były w Knight Lore. Niemniej to doskonała robota i jeszcze jeden powód do świętowania. Nie muszę chyba dodawać, że autor ten sam.

Death Chase

Jedno z większych marzeń w mojej historii. Grałem na ZX Spectrum i zakochałem się. Powstałej w ’83 roku grze trudno było znaleźć realną konkurencję przez długie lata. Pościg wśród drzew, strzelanie do sprytnie zachowujących się przeciwników, akcje z helikopterami i ta szybkość… Wersja na małe Atari powstała w 2013 roku, czyli w trzydziestą rocznicę wydania oryginału. I znowu Krzysztof Dudek.

Z Death Chase wiąże się pewna nierozwikłana zagadka, która nie daje mi spokoju. Kiedy pojawiły się pierwsze reklamy telewizyjne nowej epoki po Okrągłym Stole miałem okazję zobaczyć (tylko raz niestety) następującą scenę. Sytuacja świąteczna, rodzice wręczają dzieciakowi pudełko i szczerzą zęby z radości. Chłopak otwiera, ręce mu się trzęsą, nie fatyguje się nawet z podziękowaniem, cięcie – i szczęściarz już gra. W Death Chase oczywiście. Nie mogę odnaleźć tego spotu, ale mógłbym przysiąc, że szczeniak dostał atarynę. Długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego nikt nie ma tego tytułu, nawet na giełdzie. Pamięta ktoś tą reklamę?

Bomb Jack

Konwersja hitu Tecmo (wtedy jeszcze znanych jako Tehkan) na ZX Spectrum była tak dobra, że zapadła mi w pamięć mimo setek innych gier odpalanych na maszynach znajomych. Dla atarowców do niesamowita gratka. Powstała w 2008 roku gra wymaga co prawda 320kB RAMu ale wygląda jak produkt z maszyn 16-bit! Kolory, animacja, tła – jakość wylewa się z ekranu. Kiedyś (w 2009) była mowa o wersji dla cartridge Corina pod nazwą Bomb Jake, ale nie wiem czy to doszło do skutku. Tak czy owak – genialny produkt.

Manic Miner

Z tym portem mam problem. Kiedyś śledziłem postępy prac i wszyscy pisali, że premiera już niedługo. Od 2010 roku nie wiem co się w temacie dzieje, oprócz tego, że wersja robocza wygląda jak finalna. W mojej ocenie – gra jest skończona, chociaż jej status (wydana/nie wydana) jest mi nieznany. W archiwach AtariOnline brak jest tego romu, co mnie strasznie martwi. MM to jeden z moich ulubionych tytułów wszechczasów i wielka fascynacja z epoki 8-bit.

Dr. Mario

Grywalny do bólu Dr. Mario był idealnym pomysłem na port na małe Atari. Nie dość, że gra wygląda jak na NESie to na dodatek brzmi bardzo podobnie. Kiedyś zagrywałem się na Game Boyu i wyczułbym, gdyby feeling odbiegał od oryginału. To idealny port. Gratulacje dla twórców (znowu Polacy!).

Another World

Dostępne jest tylko wprowadzenie (pierwszy etap). Zaskakująco dobrze to wygląda i należą się wielkie brawa autorowi za zacięcie i umiejętności, chociaż najchętniej pogratulowałbym mu skończonego dzieła.

Another World to w sumie ciekawostka w tym zestawieniu. Starałem się raczej przypomnieć pełne produkcje. Zrobiłem ten wyjątek z powodu dopracowania efektu finalnego i ewidentnego udowodnienia, że port jest możliwy. Inne prototypy, jak Shadow of the Beast czy Ghost’n Goblins bardziej przypominają robocze wersje engine-ów i nie oferują końcowej jakości. Nie zmienia to jednak faktu, ze życzę wszystkim portującym klasyki na małe Atari wytrwałości. Jest naprawdę sporo osób, które Wam kibicują!

P.S. Zapomniałbym! Zieloną Pożywkę i Atari łączy pewien drobiazg – dla podkreślenia bogactwa i zbytku, jedna z bohaterek gra na maszynie Computer Space, zaprojektowaniej przez Nolana Bushnella. Stacja jest biała i robi wrażenie wystroju statku kosmicznego. Niesamowicie to wygląda.

space
Computer Space, maszyna arcade, 1971 rok
Reklamy

2 uwagi do wpisu “Spełnianie marzeń: Knight Lore, Manic Miner i Death Chase na Atari XL/XE

  1. Wspomnianą pozycję książkową chętnie bym przygarnął, ale jak to z większością podobnych tytułów bywa, od dawna jest niedostępna. Kupowanie używanych książek przypomina mi sytuację związaną z książką „Twierdza”, gdy w połowie powieści dowiedziałem się, że zakupionemu na Allegro egzemplarzowi brakuje parunastu stron… boskie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s