Wszystkie światła na Francję. North&South

Nader często piszę o produkcjach angielskich. Powód jest prosty – są mi najbliższe. Z całym szacunkiem dla amerykańskiego i japońskiego rynku, wychowałem się otoczony grami pochodzącymi z Europy a Anglia stanowiła w latach 80 i 90 europejskie centrum elektronicznej rozrywki. Nieco dla zasady staram się jednak wspomnieć od czasu do czasu o dorobku innych krajów, w szczególności Francji, Hiszpanii, Niemiec i Skandynawii.

n&s3
North&South, okładka gry, Amiga

Ambermoon, najlepszy amigowy RPG doczekał się już obszernego wpisu. Dzisiaj chciałbym pochylić się nad North&South (’89), fenomenalnej hybrydzie, dzięki której niepozorny w tamtych latach Infogrames nabrał rozpędu i rozpoczął skuteczną walkę o dominację na światowym rynku wydawniczym przejmując po drodze zasłużone marki pokroju Atari, Ocean czy Hasbro Interactive. O Infogrames pisałem zresztą wielokrotnie i do tematu będę wracał. Zbyt duży to, i zbyt kaloryczny kawałek historii, żeby nie potraktować ich odpowiednią atencją.

Pokusie pisania o North&South opierałem się dość długo. Gra jest mi bliska i budzi taką dziką radość za każdym razem kiedy ją uruchamiam na Amidze, że trochę się obawiałem wpadnięcia w zachwyt i snucia banałów o wielkości i ponadczasowości. Stąd też dzisiaj odpuszczam sobie osobiste wynurzenia. Przychodzi mi to z tym większą łatwością, że analiza konstrukcji gry i faktów z planu produkcyjnego są równie emocjonujące jak sama rozgrywka.

Dzieło Infogrames należy do rzadkiego gatunku hybryd z pogranicza strategii i arcade. Podobnie jak w Defender of the Crown i Final Legacy, gameplay pozoruje (skutecznie zresztą) istotność strategicznych decyzji na mapie, podczas gdy zwycięstwo uzależnione jest od zręczności w minigrach. Historia osadzona w realiach amerykańskiej wojny secesyjnej pozwala na przejęcie dowództwa nad armią Konfederatów lub Unii i radosnego lania tyłków strony przeciwnej. Słów tych używam zresztą z pełną świadomością. To co się dzieje na ekranie przypomina bardziej animowaną rozróbę w gospodzie w Mirmiłowie aniżeli symulację bitwy pod Gettysburgiem. I cieszy równie mocno.

n&S1
North&South, gameplay, Amiga

Efekt zabawy i radosny klimat mają oczywiście swoje źródło. Kiedyś, przy okazji wpisu o Usagi Yojimbo od Beam Software (nota bene przejętych przez Infogrames w 1999 roku), ponarzekałem trochę na skrajny brak dostępu do informacji z jakim borykaliśmy się przed upowszechnieniem internetu. Może kilka osób w Polsce było świadomych, że Usagi i Spy vs Spy oparte były na komiksach, ale dla większości starej gwardii do dzisiaj stanowi to tajemnicę. Z North&South mieliśmy identyczną kwestię. Gra korzysta z uniwersum, stylistyki graficznej i humoru bardzo popularnego belgijskiego komiksu Les Tuniques Bleues. Poza frankońskim kręgiem kulturowym, trudno o świadomość tej serii. Nawet Anglicy doczekali się jedynie kilku zeszytów w ich ojczystym języku.

Podczas gry reszta świata tkwiła w nieświadomości, Francuzi i Belgowie wychowywali się już od lat 70 na przygodach dwóch pokręconych kawalerzystów armii Unii. Oczywiście dla nas, Polaków, North&South stanowiło dzieło samo w sobie. Sądząc po kulcie, jakim otacza się tą grę w Polsce, twórcom z Infogrames udała się rzecz bardzo trudna – realizacja gry na brandzie, która nie potrzebowała sentymentu fanów samego brandu do odniesienia spektakularnego sukcesu. O ilu innych produkcjach można powiedzieć to samo?

Humor i zabawa to ważny powód popularności gry. Ważny ale nie jedyny. Jeśli miałbym wskazać na idealnie zrealizowany, skończony i dopieszczony produkt na komputery domowe z tamtego okresu, wymieniłbym North&South bez najmniejszego wahania. Dlaczego? Zacznijmy od doskonałości technicznej. Nie dość, że całość zajmuje jedną dyskietkę, to jeszcze czasy ładowania są tak krótkie, że praktycznie niezauważalne. Co więcej, twórcy zastosowali kilka dodatkowych, bardzo sprytnych zabiegów. Każde doczytanie maskowane jest animacją, dźwiękami, muzyką; każde kliknięcie wywołuje efekt graficzny lub dźwiękowy. Tu zawsze coś się rusza, skupia uwagę i buduje flow, w którym nie ma miejsca na męczące chwile oczekiwania aż stacja dysków upora się z nadmiarem danych.

Po drugie – minimalistyczny gameplay. Elementy strategii i zręczności podawane są w małych, ale totalnie intensywnych dawkach. Każda decyzja na mapie jest znacząca, każda minigra zmusza do pełnego skupienia. Na szczególną pochwałę zasługują symulacje bitew, idealnie łączące energetyczny chaos z poczuciem masterowania. Jeśli przegrałeś – stało się tak przez twoją nieuwagę. Jeśli zwyciężyłeś (a można zwyciężyć nawet jednym piechociarzem przeciwko całej armii) – wynikało to z twoich umiejętności i sprytu. No i ten genialny timing! Bitwy trwają od 1 do 3 minut. Toż to standardy z dzisiejszych superhitów na smartfonach dostosowane do wymogów współczesnego, brutalnego rynku gdzie albo zachwycasz w 30 sekund od odpalenia aplikacji albo gra przepada finansowo!

n&s2
North&South, gameplay, ZX Spectrum

Po trzecie – multiplayer. Stephane Baudet, główny programista N&S wspomina na łamach Retrogamera o pracach nad sztuczną inteligencją i weryfikacji zachowań komputera podczas całonocnych sesji AI vs AI. Takie podejście pozwoliło na bardzo dokładne przetestowanie projektu i stworzenie interesującego komputerowego partnera w rozgrywce. Nie zmienia to jednak faktu, że gra nabiera pełni mocy dopiero gdy do walki staje dwoje ludzi. Co się wtedy dzieje – trudno opisać. Niekontrolowane wrzaski i wybuchy śmiechu przetykane niecenzuralnymi słowami to norma, zwłaszcza gdy przeciwnik równa naszą konnicę z ziemią za pomocą dobrze odmierzonego strzału z armaty.

Po czwarte wreszcie – dopracowanie najmniejszego detalu do perfekcji. Podam tylko jeden z wielu przykładów dla zilustrowania niewiarygodnie wyśrubowanego poziomu produkcji. Na jednej dyskietce mieszczą się nie tylko intro, minigry (każda inna), ekrany walk, mapa i dziesiątki animacji. N&S ma dwa animowane zakończenia (z wykorzystaniem wektorowych postaci dla zwiększenia dynamiki i płynności). Żadna, dosłownie żadna sytuacja w grze nie została pozostawiona bez odpowiedniej animacji i dźwięków, wliczając w to nieskromnego fotografa, zdenerwowanego Indianina i nieco zblazowanego Meksykanina w sombrero. Jeśli grałeś choć raz w North&South to wiesz o czym piszę i idę o zakład, że się właśnie uśmiechasz.

Infogrames, przynajmniej do czasu wydania North&South, nie było wielkim graczem w growym biznesie, choć realizowało ciekawe i zauważalne projekty. Hostages dla przykładu (’88) robiło bardzo dobre wrażenie – świetny temat, super realizacja, kreatywność na najwyższych obrotach. Finanse na produkcję nowych gier były jednak na tyle ograniczone, że szefostwo firmy rezygnowało z drogich licencji pokroju Asterixa czy Tintina i szukało tańszych alternatyw. Les Tuniques Bleues było wyborem z konieczności (popularny ale jednak tani i lokalny brand). Jak się jednak okazało, firma postawiła na właściwego konia i efektywnie wykorzystała potencjał komiksu. Za sukcesem krytycznym przyszedł sukces finansowy, zwielokrotniony kilka lat później premierą Alone in the Dark (‘94). Francuzom zamarzyła się dominacja światowa.

Infogrames zagrało o najwyższą stawkę. Prawie dekadę trwało budowanie imperium. Lista zakupów firmy (możliwych dzięki pieniądzom z giełdy), robi spore wrażenie. Legendarny Ocean (pisałem o tym przejęciu w tym miejscu), Accolade (Test Drive), Beam Software, Reflections (Shadow of the Beast), Hasbro Interactive (wszystkie prawa do cyfrowych Transformers) nie wyczerpują listy. Było tego znacznie więcej (z ciekawszych – chociażby prawa do Cywilizacji, czy prawa do marki Atari). Ostatecznie jednak coś nie zagrało. Z początkiem 21 wieku firma coraz częściej notowała poważne straty i systematycznie pozbywała się assetów. Infogrames, znane dzisiaj jako Atari, nie stanowi już poważnego gracza na rynku wydawniczym i jest jedynie cieniem firmy z lat 90.

Inaczej ma się sprawa z głównym programistą North&South – Stephane Baudet. Ten z wyglądu archetypowy Francuz (w średnim już wieku), konsekwentnie przez lata rozwijał karierę pracując przy wielkich markach pokroju Driver czy Test Drive Unlimited. Warto też wspomnieć, że obecnie pełni funkcję Dyrektora Kreatywnego w Ubisoft i to on odpowiedzialny jest za wychwalany multiplayer w Assassin Creed: Brotherhood. Osobiście uważam, że to jedna z tych postaci naszej branży, której poświecono zdecydowanie za mało uwagi i rozpoznania. Poniżej znajdziecie krótki wywiad. Jest po francusku, więc warto włączyć tłumaczenie.

Wracając do North&South, a właściwie do wersji tej gry na różne sprzęty, przypomina mi się pierwszy kontakt na C-64 i ogromne rozczarowanie jakością portu. Pomijając nieadekwatną grafikę (komoda naprawdę potrafiła więcej), przyjemność zabawy zabijały potwornie długie loadingi i spadki framerate. Jeśli Amiga i Atari ST otrzymały skończone dzieło oraz przykład jak należy robić gry na te platformy, w przypadku C-64 mam wrażenie, że nikt nie pofatygował się o testy. Gra odrzuca po paru minutach, i wcale nie jest ważne czy masz stację dysków czy wczytujesz wszystko z kasety. Horror. Szczerze polecam za to wersję na ZX Spectrum. Zwróćcie uwagę zwłaszcza na szybkość animacji. Świetny przykład, że trumienka potrafiła naprawdę wiele.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s