Ninja

W całej swojej historii, małe Atari doczekało się raptem trzech gier o ninja, z czego aż dwie to kpina z graczy i skok na kasę z użyciem chwytliwej nazwy. Weźmy takiego Ninja Master. Tytuł obiecuje wszystkie skarby świata, podczas gdy gameplay… ech, szkoda słów. Zwykła gra sportowa z nieudolnym sterowaniem i rażącą oprawą. Gdybym był złośliwy, wyobraziłbym sobie historię powstania tego arcydzieła mniej więcej tak: w Firebird popłoch, od 5 miesięcy nikt nie widział żadnej nowości na Atari a coś wydać trzeba. W końcu jakiś mądrala idzie po rozum do głowy – mamy taki prototyp – skrzeczy podniecony – klaun w cyrku odbija piłki. Grać się nie da, ale gdyby zmienić postać na coś mniej żałosnego…

ninja1
Ninja, okładka, Atari XL/XE

Pomińmy Ninja Master, bo to czarna karta w portfolio atarynki. Prawdę mówiąc chciałem równie ostro odnieść się i do Ninja Commando, drugiej z wymienionych porażek, ale ręka mi zadrżała. Raz, że Zeppelin Games nie wydawał w setkach tysięcy sztuk i wcale niełatwo dostać przyzwoicie zachowaną wersję. Dwa – każdy atarowiec mieć ją w swojej kolekcji powinien. Powód? Główny wątek muzyczny Adama Gilmore’a to jedna z jego najlepszych kompozycji i absolutny top 10 na tej platformie. Co z tego, że gameplay nie istnieje. Doskonale pamiętam, że ładowało się Ninja Commando tylko po to, żeby przez następną godzinę torturować bliskich zapętlonym trackiem z głównego menu.

Na sam koniec zostawiłem bohatera dzisiejszego wpisu – Ninja od Mastertronic. Gra stworzona została co prawda w studiu Sculptured Software z Salt Lake City, US, ale sławę zdobyła w Europie za sprawą wydawcy i jakoś utarło się w ten sposób kojarzyć jej pochodzenie. Podsumowując krótko – Ninja to najlepsze co spotkało Atari XL/XE w tematyce beat’em up i adventure (zanim co bardziej zorientowani mi wypomną – Bruce Lee to mimo wszystko platformer). Nie dość, że gra się znakomicie za sprawą świetnie zrealizowanego systemu walki, to trudno odmówić specyficznego uroku zarówno zróżnicowanym tłom jak i charakterystycznej muzyce Roba Hubbarda, że o animacji postaci nie wspomnę. Nic dziwnego, że atarowcy do dnia dzisiejszego otaczają Ninja szczególnym sentymentem.

ninja6
Ninja, loading screen, Amstrad CPC

Co ciekawe, sentyment wśród posiadaczy innych platform praktycznie nie istnieje. Przez dłuższy czas byłem przekonany, że to wina konkurencji. Trudno się dziwić posiadaczowi C-64 wzruszającego ramionami na widok tytułu od Mastertronic, skoro w niecały rok po jego premierze ukazał się The Last Ninja. Nawet nie ma o czym mówić. Niemniej, kierowany niezdrową ciekawością zrobiłem porównanie wszystkich edycji Ninja na popularne komputery i dałem się zaskoczyć. Atarowska wersja jest zdecydowanie najlepszą, najbardziej grywalną i dopracowaną edycją, o głowę przerastającą nawet wydania 16-bit’owe. Zresztą sami zobaczcie.

C-64 – Niby wszystko to samo co na Atari XL/XE, ale muzyka rani uszy dziwnymi dźwiękami. Powiem jeszcze raz to co mówię od lat – Rob Hubbard to magik SID i z tym właśnie chipem jest przeważnie kojarzony, co nie zmienia faktu, że jego kompozycje na małe Atari są zwyczajnie bardziej przystępne, pełniejsze i bardziej urokliwe.

Amstrad CPC – Żywe kolory nie są w stanie skompensować brakujących klatek animacji głównej postaci. W głośnikach cisza. 3 i więcej wojowników na ekranie powoduje zauważalny spadek framerate. Z szacunku dla gry nie będę się pastwił dalej, a mógłbym.

ZX Spectrum – Your Sinclair dał 5/10 punktów. Osobiście dałbym mniej. Fatalny feedback z walki, dziwnie liczone kolizje, braki w animacji, umowność akcji, można tak w nieskończoność…

Amiga – Mastertronic sprytnie zmienił nazwę na Ninja Mission i wydał w cenie 14.99 funta na komputery 16-bit (to aż 12 funtów więcej niż 8-bit). Recenzje były mieszane. Chwalono potencjał i grafikę. Ganiono za zmarnowanie potencjału i błędy. Dodam, że postać rusza się jak modelka na wybiegu, system walki nie istnieje, kolizje to kpina a muzyka należy do najgorszych na platformie. Zasłużone 3/10 w Commodore User ze stycznia ’88.

ninja4
Ninja Mission, gameplay, Amiga

Atari ST – Gdyby nie techniczne błędy (miejscami bardzo zauważalne), postawiłbym tą wersję obok małego Atari. Może i animacja mniej płynna niż amigowa, ale za to przystosowana do systemu walki. Doskonale czujemy kiedy nasze ciosy sięgają celu i skąd bierze się wygrana bądź przegrana. Muzyka również ma w sobie coś intrygującego i chce się jej słuchać. Szkopuł w tym, że po 16-bit’owych grach oczekiwałbym czegoś więcej niż komnatówki z 3 postaciami i banalną fabułą.

Z fabułą wiąże się zresztą dość zabawna kwestia, wynikająca najprawdopodobniej z nonszalancji wydawcy względem mało prestiżowego projektu. Otóż każda, ale to każda wersja gry ma inne back story! Przykładowo edycja dyskietkowa C-64 i Atari XL/XE wspomina o konieczności przejścia testu sprawności na życzenie niejakiej Księżniczki Orientu. W amigowej instrukcji czytamy z kolei o złym Akumie, który zabrał z wioski Tambo Machi święte idole i ukrył je pod strażą w Zamku Ciemności. Zrozpaczeni rolnicy zwracają się o pomoc do najlepszego z wojowników ninja, ten się godzi, idzie, pokonuje, wraca, oddaje, radość zalewa świat. Podobieństwo do Indiana Jones i Świątynia Zagłady aż boli.

Szczytem niefrasobliwości wydawcy jest niestety wersja historii na Atari XL/XE: księżniczka Di-Di, Perła Orientu, została porwana. Uwolnij ją a po drodze znajdź 7 figurynek, bo ona tak chce. Nie ważne, że w grze nikogo nie uwalniamy i wszystko sprowadza się do plądrowania zamku Akumy. Ważne że copywriter mógł zająć się poważniejszymi tematami niż pisanie instrukcji do gier na umierającą platformę.

Pomijając wpadkę z fabułą (co dotyczy zresztą wyłącznie instrukcji) Ninja to jedna z niewielu gier wciąż sprawiających radość na małym Atari. Dopracowana, grywalna, dostępna na aukcjach w cenie około 5 zł, jest przy okazji doskonałym obiektem studiów nad wrażliwością gier akcji na niuanse. Drobne zmiany w animacji, mechanice kolizji i feedbacku a nawet szerokości ekranu (wersja ST) powodują że doskonały feeling potrafi się nagle zmienić w frustrację. Tym bardziej, że gra Mastertronic jest szalenie prosta i łatwo zauważyć które elementy systemu mają znaczenia a które są tylko tłem. Świetny materiał edukacyjny dla projektantów.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Ninja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s