Studium kreatywności w 10 planszach. Miner 2049er

Rok 1848, Dolina Sacramento, Kalifornia. James Marshall, cieśla pracujący przy wznoszeniu tartaku znajduje w rzece złoto. Marshall stara się być dyskretny, nie jest jednak w stanie utrzymać tajemnicy. Pobliskie San Francisco wyludnia się. Z dnia na dzień ¾ męskiej populacji wyrusza na poszukiwanie kruszcu. Wkrótce dołącza do nich cała Ameryka. Kalifornia, licząca jeszcze niedawno ledwie 100,000 osób staje się dwumilionowym stanem, z czego większość to mężczyźni. Zadłużeni, zastawieni, z wypatrującymi ich powrotu żonami gdzieś w Oregonie czy New Jersey, pracują w pocie czoła w kopalniach i na płyciznach górskich rzek Sierra Nevada. Wielu nigdy nie wróci w rodzinne strony, nielicznym uda się dorobić fortuny, wszyscy doczekają się jednak wspólnego określenia związanego z datą wybuchu szaleństwa – the ‘49ers.

49er5200
Miner 2049er, okładka, Atari 5200

Rok 1982, Kalifornia. Pracujący w Radio Shack Bill Hogue pisze swój pierwszy wielki hit na Tandy TRS-80. Zainspirowany grami arcade z pobliskiego salonu tworzy hybrydę najciekawszych rozwiązań z ulubionych maszyn i nazywa ją Miner 2049er nawiązując bezpośrednio do gorączki złota sprzed 150 lat. Gra staje się przebojem, zostaje przeportowana na wszystkie liczące się platformy i na stałe wpisana na listę najbardziej przełomowych platformerów, tuż obok Donkey Kong’a, Pitfalla! i Manic Minera.

Tyle udramatyzowanej historii. Z Miner 2049er spotkałem się tak dawno, że trudno mi wskazać dokładny rok. Pamiętam tylko, że był to pierwszy tytuł po którym przytrafiły mi się powidoki i nie mogłem zasnąć, nawiedzany animacją głównego bohatera rozbryzgującego się o ziemię po nieudanym skoku. Żadna sensacja, wiem, prawie każdy kto pozwolił sobie po raz pierwszy w życiu na kilkugodzinną sesję z grą, musiał przejść to samo. Niemniej dlaczego akurat Miner zmusił mnie do takiego wysiłku? Jeśli dobrze się zastanowić powodów było więcej niż jeden.

Przed Minerem 2049er istniało raptem kilka sensownych gier z gatunku platformerów, czytaj: zawieszone w powietrzu półki połączone drabinami plus kilka wziątek do zebrania i najczęściej jakiś irytujący przeciwnik. Bill Hogue tworząc swój przebój, garściami czerpał z tego co miał pod ręką. Układ ekranu i logikę poruszania pożyczył z Donkey Konga. Zasadę zaś pokonywania poziomów prosto z Pac-Mana.

49erXL
Miner 2049er, gameplay, Atari XL/XE

O ile ta pierwsza inspiracja nie wymaga większego komentarza (wystarczy spojrzeć na screeny) o tyle przy Pac-Manie warto się na chwilę zatrzymać. Idea Miner 2049er polega na konieczności zwiedzenia każdego metra „kopalni” w poszukiwaniu eksperymentującego z atomem podstępnego Yukon Yohana. Sterujemy Bounty Bobem. Bob jest Mountie, członkiem kanadyjskiej konnej policji, co podkreśla kapeluszem wzbogaconym o słusznego rozmiaru rondo. Podobnie jak w hicie Namco, każdy nasz krok oczyszcza planszę – w Pac-Manie ubywa kropek, w Minerze przekolorwany zostaje odcinek platformy pod stopami Boba.

Również reguła przeszkadzających duszków (tu – radioaktywnych potworów) jest podobna. W bezpośrednim kontakcie tracimy życie, dlatego ważne jest planowanie trasy w taki sposób, aby zbierać wziątki (klucze, kieliszki, łopaty i kilofy) dające tymczasową moc pokonywania przeciwników. Pomysł niby prosty, ale umiejętnie poskładany w oryginalny i bardzo wciągający gameplay. Pamiętając, że na świecie nie było jeszcze ani Super Mario ani Manic Minera czy Chuckie Egg, Miner 2049er nie bez powodów znalazł się w we wszystkich sensownych zestawieniach najważniejszych tytułów początku lat 80.

49erTiger
Miner 2049er, przenośna gra elektroniczna, Tiger

Z pominięciem znakomitego i precyzyjnego sterowania, świetnego pomysłu na rozgrywkę i jakości wykonania na poziomie gier arcade, znajduję dwa dodatkowe powody popularności gry z Kalifornii. Pierwszy to porty na wszystkie liczące się platformy. Od Atari po Fujitsu FM-7. Każda z nich świetna, i każda grywalna. Drugi powód to przełom w projektowaniu, doceniony niestety wiele lat po premierze, za to chętnie rozważany na warsztatach z game designu.

W przeciwieństwie do większości tytułów z tamtego okresu, każdy kolejny poziom w Miner 2049er wprowadza nowy, specjalny element do ustalonego schematu. Proste wspinanie się po platformach przeradza się w jeżdżenie windami, wysięgnikami, sterowanymi przez gracza platformami, dochodzi również ślizganie się na pochylniach a nawet wystrzeliwanie z armaty aby dotrzeć do niedostępnych obszarów planszy. Każdy z tych elementów doskonale współgra z całością projektu i powoduje, że chcemy odkrywać więcej.

Atarowcom nie muszę zachwalać Minera – prawdopodobnie każdy grał przynajmniej raz. Posiadaczom pozostałych platform, a już w szczególności osobom zainteresowanym oryginalnymi rozwiązaniami projektowymi polecam odpalenie gry (dowolna maszyna) i przejście całości. Wysiłek się opłaci. Nie dość, że tytuł wciąż bawi jak dawniej, to na dokładkę dostajemy studium ogromnej kreatywności w sztywnych ramach schematu platform i drabin. Oby więcej takich okazji do nauki.

P.S. Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że Matthew Smith uważa 2049er za jedną z inspiracji do napisania Manic Minera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s