Wings. Amigowe arcade na filmowo

Intro Wings na Amigę to małe arcydzieło. Jakie trzeba mieć wyczucie, żeby w dwóch obrazach i kilku słowach zawrzeć całą ideę gry, podkreślając przy tym jej atmosferę i temperament? Kilka chwil skromnej animacji buduje dawkę oczekiwania tak potężną, że trzeba być z kamienia aby nie ulec potrzebie natychmiastowego zanurzenia się w akcję. Ja, na ten przykład nigdy nie miałem silnej woli żeby się oprzeć.

60-Wings_coverSzukając w pamięci podobnych doznań przypomniało mi się co czułem widząc po raz pierwszy intro do Fallout. Niby zetknąłem się z takimi rozwiązaniami wcześniej, chociażby w Mad Maxie 2, ale dobór słów i obrazów w grze pulsował hipnotyczną intensywnością. Zgrabne odwołania do archetypów, intrygujące informacje przemycane w proporcjach iście klasycznych, nieobojętne wnioski snute (dla wzmocnienia efektu) obojętnym głosem – to była moc. Taką mocą promieniował też Wings, subtelnie łącząc dosadność wojny z melancholijną i urzekającą przygodą młodego pilota, pełnego wiary w słuszność sprawy i zafascynowanego magią lotnictwa. Ta magia zresztą nie opuszczała gry do końca, choć słuszność sprawy nabierała z biegiem czasu bardziej ponurych barw w obliczu wszechobecnej śmierci i nieuchronnego odchodzenia najbliższych przyjaciół z dywizjonu.

Cieszę się, że Cinemaware stworzyło taki właśnie tytuł i cieszę się, że uczyniło go exclusivem na Amigę. Zawsze podziwiałem ich za odwagę w odchodzeniu od stereotypowych rozwiązań i szukanie nowych dróg dla gier komputerowych. Tak po prawdzie, patrząc analitycznie, Wings to zwykły tytuł arcade; prostackie wręcz usprawiedliwienie dla strzelania za pomocą jednego przycisku. Kiedy jednak siedzisz za sterami, przestajesz myśleć o takich sprawach. Powiewający szal, czapka pilotka, warkot silników i widok wrogiego Fokkera na celowniku kreują jakąś niesamowitą iluzję. Nigdy nie czułem, że kontroluję postać pilota. Byłem nim. Dopiero dzisiaj mam wystarczającą wiedzę, żeby zrozumieć dlaczego tak się działo i uwierzcie mi, zdumiewa mnie jak ktoś pod koniec lat 80 mógł w ogóle wpaść na podobne rozwiązania i stosować je w tak chirurgicznie precyzyjny i spójny sposób.

60-Wings_dogWeźmy taką fabułę. Pomijając intro, którego celem jest stworzenie odpowiedniego nastroju, wszystkie elementy gry nastawione są na systematyczne odbieranie nam tożsamość gracza i budowanie nowej – pilota dwupłatowca z okresu i Wojny Światowej. Wybór parametrów postaci (zaskakująco istotny jak na rozgrywkę arcade), wizualizacja obozu utrzymana w kojarzących się nieco sentymentalnie kolorach, briefingi, które chce się czytać i chłonąć atmosferę, i wreszcie gwóźdź programu – dziennik. Pomysł na zapisywanie w dzienniku każdej misji ociera się o geniusz. Wpisy są bardzo osobiste, czasem tylko przedstawiają fakty z frontu i sytuacji politycznej ale przede wszystkim są pełne obaw, wątpliwości, nadziei, dumy i całego szeregu emocji w które bezwarunkowo wierzymy i które zmuszają do kompulsywnego kontynuowania gry.

Jakby tego było mało jest jeszcze lista asów lotnictwa, stale aktualizowana po każdej misji. Przez jakiś czas obserwujemy, jak ludzie z naszego dywizjonu pną się do góry by nagle, za sprawą jednej zawalonej akcji pozostać tylko przekreślonymi nazwiskami z adnotacją KIA. Mocna rzecz, szczególnie jeśli winnymi porażki jesteśmy my sami. Siła oddziaływania tego elementu gry na emocje jest tak duża, że nawet śmierć asów po stronie niemieckiej jest, zwyczajnie rzecz ujmując smutna. Nie wiem czy to planowane czy nie, ale autorom udało się zbudować poczucie, ze w powietrzu wszyscy są elitą, rycerzami, może i stojącymi po dwóch stronach barykady, ale nadal oddychającymi tym samym powietrzem, które nie jest dane ludziom bez skrzydeł.

60-Wings_izoMuzyka, choć skromna, podkreśla tylko wyjątkowy nastrój. Podobnie dźwięki towarzyszące rozgrywce. O ile jednak muzyka służy funkcjom emocjonalnym, o tyle efekty dźwiękowe stanowią część gameplaya, a właściwie interfejsu. Brak wskaźników i klawiszologii w, było nie było, symulatorze lotu musiał zostać jakoś skompensowany i tu mamy kolejny dowód na geniusz Cinemaware. Problemy z silnikiem – odpowiedni dźwięk, zatarte karabiny – dźwięk, lot w górę i w dół oraz towarzyszące im przyspieszenia – dźwięk, uszkodzenia – dźwięk plus dziury w skrzydłach. Mam wrażenie, że prawdziwi piloci musieli podobnie interpretować sytuację w czasie patroli, opierając się głownie na zachowaniu maszyny.

W warstwie gameplaya też wiele się dzieje. Klasycznie już w przypadku gier CInemaware trybów rozgrywki jest kilka. Ten najbardziej charakterystyczny, zwyczajowo kojarzony z Wings, to pojedynki powietrzne z widokiem z kokpitu. Banalne sterowanie (tylko kierunki i spust karabinów) w najmniejszy sposób nie trywializują akcji. Jest intensywnie, wysokość ma znaczenie, tak samo jak opór maszyny w sytuacji wzbijania (silnik tego nie lubi). Wrogowie, początkowo latający nisko i ewidentnie nastawieni defensywnie z czasem nabierają pewności siebie oraz nawyków, które zmuszają nas do poważnego wysiłku. Bywa, że stoimy twarzą w twarz z 3 samolotami wroga i zaczyna się balet na ostrzu miecza. Satysfakcja ze zwycięstwa w takich chwilach jest zwyczajnie nie do opisania.

Nieco rzadszym trybem jest widok izo, podobny nieco do Zaxxon lub Blue Max z ośmiobitowców. Grafika jest fenomenalna, detal wylewa się z ekranu a strzelanie sprawia dziką satysfakcję. Nie są to może te same emocje co w przypadku widoku z kokpitu, ale zabawy nie brakuje. Podobnie misje skupione na bombardowaniu – niby proste, ale wymagające uwagi i mocno wciągające. Oczywiście i tu mamy inny widok i inne podejście do mechaniki.

60-Wings_bombPostępy w grze i timing, tematy nie jakoś szalenie ważne w tamtych latach w projektowaniu, wydają się być odliczane przez precyzyjny metronom. Misje są krótkie, briefingi i zapiski w dzienniku spinają je w klamry, ekran rankingu zaznacza naszą pozycję i znowu wracamy do akcji. Można przerwać w dowolnym momencie, ale intensywność i zmienność wrażeń jest tak duża, że oderwać się jest po prostu trudno. Być może działa tu jeszcze jeden mechanizm – świadomość własnej śmiertelności. Wystawienie się na odstrzał lub uderzenie w ziemię są jednoznaczne z usunięciem zapisu gry. Jak w Rogue, z każdym zadaniem stawiamy na szali cały swój wysiłek a to pobudza do ryzyka na równi z dobrze rozkręconą ruletką.

Wiele tak jeszcze mógłbym pisać i rozwodzić się nad walorami estetycznymi, projektowymi, czy w końcu nad faktem, że nie ma chyba lepszego tytułu w dorobku Cinemaware, który tak dokładnie realizowałby misję tworzenia filmowych, przejmujących doświadczeń, ale wpis i tak już mi się rozrósł ponad miarę. Na koniec tylko podzielę się doświadczeniem, jakie towarzyszyło mi pewnego wieczoru w roku 1992. Byłem już jakiś czas po skończeniu kampanii w Wings. Gra zajęła mi trochę czasu, ale udało się zobaczyć finał mimo dość trudnych ostatnich misji. Tak się jednak złożyło, że w telewizji puszczali Wielkiego Waldo Peppera, film o genialnym wojskowym pilocie, który traci uprawnienie do latania a tym samym traci sens życia. Przez cały seans siedziałem jak zahipnotyzowany a ostatnie 15 minut po prostu mnie rozniosło. Wstałem. Uruchomiłem Amigę i raz jeszcze, jak w transie, zanurzyłem się w Wings aż do ponownego skończenia dwa dni później. Z tego powodu wyjątkowo dzisiaj nie zamieszczam gameplaya z gry. Zamiast tego – wspomniany pojedynek z filmu. Niby różne media, a emocje podobne.

PS Wings jest uważany za exclusive na Amigę, a przynajmniej był do czasu ukazania się Wings Advance na GBA w 2002. Zaraz po premierze rzuciłem się na advanceową wersję licząc na podrasowany gameplay. Jest nieźle, chociaż klimat gdzieś się rozwiał. Mam wrażenie, że mały ekran nie zapewnia nawet odrobiny realizmu. Za to animacja cieszy płynnością.

PPS W roku 1992 wyszedł sequel dla Wings na zupełnie niespodziewaną konsolę – SNES. Blazing Skies (a.k.a. Wings2: Aces High), który teoretycznie rozwija pewne wątki, ale nazywanie go kontynuacją to obraza dla oryginału. Poza dużą płynnością animacji wszystkie aspekty Wings, które budowały jej kultowy status są wypatroszone w sposób bestialski.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s