Rocket Knight Adventures

– Dziwne – nerwowo sprawdzam instrukcję – może źle przepisałem… Gdzie to było… A jest! Dziwne… – na wszelki wypadek odpalam jeszcze dwa inne portale i wynik wciąż ten sam. Nazwisko się zgadza. Wszystko się zgadza. Pozostaje pytanie – jakim cudem?

Zanim wyjaśnię o co chodzi, małe wprowadzenie. Moje ulubione lata w grach, czyli dekada od ’85 do ’95 to czas wielkiego rozkwitu konsol domowych a przy tym powstania nieśmiertelnych tytułów, w wielu przypadkach systematycznie rozwijanych do dnia dzisiejszego. Z tysiąca powodów, o których wszyscy dobrze wiemy, gry konsolowe pozostawały poza zasięgiem przeciętnego Polaka. Zresztą o czym tu mówić, skoro najtańsze mikro również było poza zasięgiem. Niemniej o ile w sferze gier na komputery domowe jakoś sobie radziliśmy (w czym wydatnie pomagał Bajtek a następnie Top Secret i Secret Service), o tyle o konsolach wiedzieliśmy niewiele. Co ważne – nie ciągnęło nas do tej wiedzy. Brakowało iskry w postaci kolegi ze sprzętem i jakimiś spektakularnymi tytułami.

65-RKA_cover
Rocket Knight Adventures, Sega Mega Drive, okładka

Takie iskry zacząłem dostrzegać dopiero pod koniec wspomnianej dekady, i mimo iż byłem już otrzaskany z Amigą, dałem się ponieść emocjom. Najpierw Sega Mega Drive, potem SNES, obie platformy kupiły mnie całkowicie za sprawą dwóch czy trzech tytułów prezentowanych w malutkich sklepikach rozmieszczonych w centrum Wrocławia (głównie Świdnicka). Pewnie w końcu skusiłbym się na którąś maszynę (wybór którą nie był wcale taki oczywisty), ale przypadkowy wyjazd do Berlina i prezentacja w jakimś elektronicznym supermarkecie PlayStation i Saturna (obie stały jedna przy drugiej), ukróciły te plany. Niemniej fascynacja pozostała, a nawet zwiększa się z każdym kolejnym rokiem przy jednoczesnym znużeniu 3D i projektami w których człowiek zaczyna się wkręcać dopiero po kilku godzinach tutoriala, intra, filmu z hollywoodzkim producentem i masą pretensji do bycia dojrzałą formą sztuki. Gry na konsole 16-bit, zwłaszcza gry z korzeniami arcade potrafią dostarczyć tyle samo emocji już po pierwszej minucie, w czym wydatnie pomaga ostry jak brzytwa design rozgrywki, standard nośnika (cart), o braku konieczności instalacji nie wspomnę.

Piszę o tym wszystkim, bo odczuwam ogromną potrzebę nadrobienia zaległości z tamtej epoki, również w warstwie wiedzy o zespołach, ludziach i kontekście ich pracy. W przypadku komputerów domowych wiedzy jest mnóstwo i z rzadka trafiam na jakieś niespodzianki. Ale scena konsolowa, zwłaszcza japońska, co rusz mnie zaskakuje. Sporo czasu upłynie, zanim to wszystko się ułoży, a póki co mam masę zabawy z odkrywania nieznanego. Trochę to przypomina szukanie skarbów: każde znalezisko cieszy, nawet pęknięta skorupa. A jak się trafi złota figurka albo skrzynka z monetami…

65-RKA_fly
Rocket Knight Adventures, Sega Mega Drive, gameplay

Skarb trafił mi się kilka tygodni temu. Wiedziałem gdzie kopać, bo sporo osób rekomendowało, ale nadal nie była to gra z zestawienia Top 20. Powiem otwarcie – jeśli takie gry nie łapią się do Top 20, wiele to mówi o jakości danej platformy. Czar został rzucony z chwilą pojawienia się animacji wprowadzającej i trwa nieprzerwanie, mimo iż po kilkunastu dniach masterowania w końcu udało mi się przejść całą przygodę. Nie pozostaje mi więc nic innego jak ogłosić wszem i wobec: Rocket Knight Adventures na Sega Mega Drive to rzecz dla której warto wrócić do ery 16-bit. Nawet jeśli miałaby to być jedyna gra w którą zagracie.

Nie ma w tym najmniejszego przypadku, że tytuły dwóch ostatnich wpisów pochodzą od Konami. Firma przeżywała fantastyczny okres w latach 90. Hit gonił za hitem a utalentowani twórcy dobijali się do bram korporacji. Co prawda wielu posiadaczy Segi MD narzekało na ciągoty Konami do Nintendo, było w tym nawet trochę racji, ale jakość owych kilku gier wypuszczonych na Segę jest zwyczajnie powalająca. Ech, gdyby taka sytuacja miała miejsce na Amidze… szkoda słów. Amigowcy wiedzą dokładnie o co mi chodzi, a resztę odsyłam do sieci. Własny research zawsze w cenie…

Rocket Knight Adventures był tytułem ekskluzywnym, a przy tym próbą stworzenia nowego IP i nowej maskotki na miarę Sonica. Niestety niespecjalnie się przyjął i mimo kontynuacji (również na platformie Nintendo), nie zbudował marki. Wielka szkoda. Historia rycerskiego oposa Sparkstera, walczącego z siłami wrogiego imperium to najlepszy przykład w jaki sposób opanowanie technologii, znakomity design i pieniądze na produkcję owocują projektami ponadczasowymi, nabierającymi smaku z upływem lat.

65-RKA_ship
Rocket Knight Adventures, Sega Mega Drive, gameplay

Co ważne, zawarte w tytule słowo “adventures” idealnie oddaje charakter rozgrywki. Sparkster biega po platformach, walczy jak w grach typu run’n’gun, lata za pomocą odrzutowego plecaka shoot’em-up-style, goni, ucieka, co kilka chwil pojedynkując się z perfekcyjnie zaprojektowanymi bossami. Po prostu ogień, do napisów końcowych. No i stylistyka graficzna – połączenie historii o zwierzątkach ze Steampunkiem. Znakomitość. Standardowo dla Segi MD na ekranie dominują kolory mniej tęczowe od konkurencyjnej platformy, ale do Rocket Knighta pasują idealnie. Szaleńczy lot oposa nad kopcącymi kominami industrialnego miasta, albo pojedynek we wnętrzu cygarowego statku powietrznego napędzanego siłą galerników na rowerach – to trzeba zobaczyć.

Specyfiką projektu jest mieszanie gatunków. I tu słowo komentarza – czasem twórcy mieszają gatunki bo nie ogarniają i wrzucają pomysły do worka na zasadzie “a nuż wyjdzie nowa jakość”. W RKA panuje kliniczna precyzja stosowanych mechanizmów. Na takich produkcjach można uczyć się designu – świadomego, precyzyjnego, a jednocześnie eksperymentalnego. Właśnie dlatego zaglądnąłem do instrukcji w poszukiwaniu informacji o projektancie i tu opadła mi szczęka: Nobuya Nakazato – autor między innymi kultowego Contra 3 Alien Wars i współtwórca nie mniej legendarnej Castlevania: Symphony of the Night. To wyjaśnia wiele, ale jedno wciąż pozostaje zagadką. Gry Nakazato są potwornie trudne. Słyną wręcz z wyśrubowanego poziomu trudności, nie wspominając o tym, że są utrzymane w znacznie poważniejszym tonie. A tu nagle taki Sparkster – sympatyczy (choć potrafi robić groźne miny i przybierać bohaterskie pozy), no i przede wszystkim łatwy. Inna rzecz, że jest to łatwość zaprojektowana tak zgrabnie, iż poczucie satysfakcji z pokonywania poszczególnych poziomów dorównuje temu z Contry.

Na koniec słowo o muzyce, bo warto poświęcić jej dwa słowa. Jest prosta. I uzależniająca. Jak narzekałem na muzykę Axelay, tak o RKA mogę mówić jedynie w superlatywach. Świetny soundtrack, którego nie należy słuchać w oderwaniu od gry, gdyż jest jej częścią tak integralną, że rozgrywka przy wyłączonych głośnikach zwyczajnie boli. Tego właśnie oczekuję od udźwiękowienia – spójności z akcją. Wyjątkowo więc nie będę próbował doszukiwać się w Rocket Knight Adventures żadnych wad i powtórzę raz jeszcze – grać! I nie trzeba do tego tęsknoty za starymi czasami.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Rocket Knight Adventures

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s