Shadowrun, czyli co się odwlecze…

Z Shadowrunem zetknąłem się przez wrodzony neurotyzm. Czasem tak mam, że jakiś pominięty tytuł siedzi mi zadrą i muszę – dla świętego spokoju – odhaczyć drania z listy. Ten akurat nie dość, że nigdy nie wylądował w czytniku mojej konsoli, to jeszcze za skarby świata nie potrafiłem umiejscowić go w żadnym znanym schemacie.

70_Shadowrun1
Shadowrun, gameplay, SNES

O tym, że Shadowrun to klasyka RPG z lat dziewięćdziesiątych, na dodatek klasyka kultowa i wielbiona przez smakoszy – różni życzliwi z Internetu i prasy drukowanej przypominali mi z regularnością godną lepszej sprawy. W końcu nabawiłem się kompleksów. Jak to – myślałem – taki ekspert od ergpegów i nie mam zielonego pojęcia o dziele wybitnym i ważnym dla gatunku? A niech go piekło pochłonie razem z tą całą kultowością! Doszło do tego, że zacząłem łapać się na niechęci do – co tu ukrywać – nikomu nic winnego tytułu. I pewnie stan pogłębiałby się, a ja przekułbym niewiedzę na powód do dumy, gdyby nie podwójna okazja kolekcjonerska. Oto z dnia na dzień stanąłem przed możliwością zakupu ostatniego modelu SNESa – tego multisystemowego, wydanego wyłącznie w US, z wyjściem RGB o jakości ośmieszającej daleko bardziej zaawansowane PSXy i Saturny. Do tego doszedł wiadomy cart. W innych okolicznościach zastanawiałbym się długo i boleśnie nad sensownością wydania pieniędzy (których de facto nie miałem), ale potrzeba domknięcia zrobiła swoje i towar przeszedł z rąk do rąk. Czy się uspokoiłem? Tak. Czy było warto? Cholera, co do ostatniego grosza!

Pierwsze skojarzenie – Fallout: izometryczna grafika, podobna paleta kolorów, ta sama skala obiektów a przede wszystkim przeplatanie poważnego, dystopijnego klimatu żarcikami, mrugnięciami okiem i odniesieniami do klasyków gatunku, z Johnnym Mnemonikiem (kurier z cenną informacją w mózgu), Wypalić Chrom i Neuromancerem (cyber ataki i brudne rozgrywki między korporacjami) w roli głównej. Zaskakującym rozwiązaniem jest akcja w czasie rzeczywistym. Nawet walka sprowadza się do celowania kursorem i rytmicznego naciskania przycisku kontrolera, co wbrew pozorom nie odbiera jej typowo RPG-owego poczucia mocy wynikającego z rozwoju umiejętności i zakupu lepszego wyposażenia. Tego ostatniego nie ma zresztą wiele i każda zabawka ma znaczenie, podobnie jak ma to miejsce we wspomnianym już dziele Black Isle.

70_Shadowrun4
Shadowrun, hakowanie Matrycy, SNES

Z racji bycia szamanem (nomenklatura archetypów systemu Shadowrun), z biegiem wydarzeń uczymy się kilku przydatnych czarów, co w połączeniu z solidną zbroją i karabinem maszynowym pozwalają na uczciwą w zasadach i szansach konfrontację z finalnym bossem – smokiem przedsiębiorcą o czarnym sercu i równie czarnych zamiarach wobec świata, a przynajmniej wobec miasta Seattle, gdzie toczy się przygoda. Akcja prowadzona jest dynamicznie i z wyczuciem filmowego beatu. Mimo otwarto-światowej struktury (znowu Fallout), nie odczuwamy ani dłużyzn, ani spadku motywacji. To jakiś fenomen, bo nawet okazjonalne grindowanie wynika wyłącznie z chęci pozostania w świecie gry, nie z realnej potrzeby maksowania bohatera. Takiej dynamiki trudno odszukać w konkurencyjnych produkcjach z epoki – nawet animacja i krótkie, doskonale skomponowane motywy muzyczne przygotowane zostały, aby ani na chwilę nie dopuścić do uśpienia odbiorcy. Widać na pierwszy rzut oka, że w DNA Shadowruna płynie europejska drapieżność pokolenia twórców pierwszej połowy lat 90, ta sama, która dwa lata później przynieść miała WipEouta, z jego buntem i młodzieńczą fantazją bywalców modnych klubów i rave’owych zgromadzeń.

Ogromną wartość gry stanowi fabuła, i to wartość podwójną, bo historyczną i aktualną. Przyznaję, że początkowo dałem się oszukać, bezrefleksyjnie konsumując sceny jakby wyjęte z podręcznika pisania RPG-owych historii: kostnica, amnezja, przypięta kartka papieru (z sugestiami i tropami), skalpel i bandaż w pierwszej lokacji, wystraszeni lekarze ostatniego kontaktu w drugiej i informacja o polujących na mnie zabójcach w trzeciej. Dobrą godzinę zajęło mojemu mózgowi włączenie funkcji kontekstu, ale gdy to się już stało, wnioski były porażające. Shadowrun wyszedł w roku 1993, pół dekady przed objawieniem Black Isle, Falloutami, Shadows of Amn, Tormentem i KOTORem. Wszystkie zastosowane zabiegi fabularne odcinały się grubą linią od ówczesnego standardu, gdzie do pełni szczęścia wystarczał dobrze narysowany loch, odrobina lasu, jakieś epickie zagrożenie, drużyna stereotypowych bohaterów oraz solidny system umiejętności i przedmiotów. O interesujących postaciach, zaskakujących zwrotach akcji i filmowej dynamice narracji nikt wtedy nie myślał, bo i po co. Jak już brakowało pomysłu na oryginalność, wystarczyło odwołać się do grafiki 3D albo digitalizacji, albo obu efektów na raz, czego wielkim beneficjentem stał się niegrywalny już dzisiaj i mocno przeceniany Betrayal at Krondor. Na tym tle Shadowrun znacznie wyprzedał swoje czasy, a niewykluczone, że inspirował późniejszych legendarnych twórców. Kto ciekawy i skłonny do małego eksperymentu, temu polecam analizę pierwszych wydarzeń w Tormencie i Shadowrunie. Efekty dają do myślenia.

70_Shadowrun3
Shadowrun, system dialogów, SNES

Rzecz ważna, choć może tylko dla mnie i kilku jeszcze fanów zamierzchłych czasów ZX Spectrum: za Shadowrunem stoi Melbourne House – firma Freda Milgroma, bez której nie mielibyśmy Hobbita, The Way of Exploding Fist, Samurai Warrior: The Battles of Usagi Yojimbo, Street Hassle i Munchera – czyli wszystkiego co kocham w ośmiobitowcach i bez czego nie wyobrażam sobie historii naszego wyjątkowego medium. O tym, że Beam i Melbourne House były zdolne do niesamowitych innowacji wiedziałem od dawna. Teraz za sprawą Shadowruna utwierdziłem się w przekonaniu, że kiep ten, kto nie wymienia Australijczyków wśród najważniejszych zespołów ery 8/16 bit.

Odważna stylistyka, świetne wykorzystanie interesującego uniwersum, perfekcyjna reżyseria emocji, umiar w serwowaniu kontentu i pełna świadomość czym tak naprawdę są gry fabularne po prostu mnie w Shadowrunie rozbrajają. Przez cały tydzień, dzień w dzień wracałem do domu z totalnym brakiem poszanowania dla zasad ruchu drogowego. Z bułką w jednej garści (obiady są dla słabeuszy), padem w drugiej i mocnym postanowieniem grania tylko do północy (zapomnij) szukałem kolejnych tropów, hakowałem Matrycę, zbierałem wziątki, karmę i pieniądze i spuszczałem manto coraz silniejszym oponentom, aż do wyjątkowo satysfakcjonującego finału. Jeśli czegoś żałuję, to tylko że mam to już za sobą. Czy poniosłem jakąś stratę sięgając po tytuł tak późno? Żadnej. Do pewnych spraw trzeba po prostu dojrzeć i docenić w sposób na jaki zasługują.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Shadowrun, czyli co się odwlecze…

  1. Niedawno także postanowiłem spróbować legendarnego Shadowruna. Co prawda, na PSP, poprzez emulator, ale wyszło bardzo przystępnie. Od pierwszych chwil uderzyła mnie dojrzałość tej produkcji. Ta gra zdecydowanie wyprzedzała swoją epokę. Tak jak napisałeś – podobieństwo do pierwszego Fallouta jest uderzające. Mistrzowska izometryczna grafika, znakomita muzyka, świetne projekty postaci, niebanalne dialogi. Jedynie walka w czasie rzeczywistym, latanie tym celowniczkiem, na dłuższą metę okazała się przykrą koniecznością. Przez ten element nieco się zniechęciłem i odstawiłem grę (być może winny też jest mały ekran przenośniaka). Muszę do niej wrócić.

  2. Nie miałem pojęcia o Shadowrun aż do przeczytania tego wątku. Uwielbiam klimat z filmu Łowca Androidów i gry RPG, tak że nie zastanawiałem się za długo i tydzień później skończyłem grę. Jedyna elementy magii jakoś mi nie spasowały. Zamiast np. takiego czaru „Heal”, wolałbym leczące/regenerujące nas nanoboty, ale poza tym było fajnie 🙂

    1. Good points! And th81;#a2t7&s exactly why I have banned all applications from my account. Facebook is bad enough where lack of privacy is concerned, and adding any other applications makes it really bad.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s